Ceny leków w aptece – o co w tym wszystkim chodzi?

Nie ma co ukrywać – leki są drogie. Są tak przeraźliwie drogie, że naprawdę nie dziwię się tym wszystkim osobom, które do apteki przychodzą zaopatrzone jedynie w 50- i 100-złotówki. Nie dziwię się również, że coraz więcej osób intensywnie analizuje paragony, które wydajemy po zaksięgowaniu transakcji. A na tych paragonach – cuda niewidy! Lek, który miał być na 50% kosztuje ciut nie tyle, co na 100, a za preparat, który „oficjalnie” miał być bezpłatny trzeba było zapłacić 17.80zł… Cholestil droższy niż w aptece pod domem, a przecież ceny leków są we wszystkim aptekach takie same! I nie, nie chodzi bynajmniej o to, że złodziej-aptekarz chciał nas ograbić z ostatniej złotówki. Tak niestety skonstruowany jest m.in. system refundacji leków. Że 50% to nie zawsze 50%, a bezpłatnie nie zawsze oznacza, że nie zapłacimy ani grosza. Dlatego dzisiaj podejdziemy do tematu leków z tej ekonomicznej strony :) Kilka słów o cenach w aptece! Zaczynamy!

 

Kwestia pierwsza – jak możemy podzielić preparaty dostępne w aptece?

Preparaty w aptece możemy podzielić nie tylko na przeciwbiegunkowe, przeciwgorączkowe czy antybiotyki. Farmakologia farmakologią, ale ekonomia rządzi się oddzielnymi prawami. I właśnie zgodnie z nią możemy podzielić preparaty na:

    1. leki na receptę refundowane – czyli popularne preparaty „na zniżkę”. Są to wszystkie leki i wyroby medyczne do których dopłaca NFZ. Pacjent uiszcza w aptece opłatę za jakiś tam procent ceny leku, a wszystko pozostałe to tzw. refundacja – mniejsza lub większa. Z punktu widzenia Kowalskiego to właśnie ta grupa preparatów wzbudza największe emocje
    2. leki na receptę nierefundowane – tzw. „stuprocentowe”. Są to leki, do których państwo już nie dopłaca, a całą cenę pokrywa pacjent z własnej kieszeni. Wbrew pozorom, lista preparatów, które nie figurują na liście refundacyjnej jest całkiem spora – są to nie tylko tabletki antykoncepcyjne (większość), ale również i preparaty stosowane w chorobach serca, astmie czy nawet antybiotyki.
    3. preparaty bez recepty

pieniadze_blog2Źródło: Muffet / Foter.com / CC BY

Ceny we wszystkim aptekach są takie same?

I tak, i nie:) Wiele osób zadaje mi to pytanie, mimo iż od wprowadzenia nowej ustawy refundacyjnej minęły już prawie dwa lata. Ale ok, na tym mamy znać się my i lekarze :)

Przede wszystkim zapamiętajmy jedną, najważniejszą kwestię - jedynie ceny preparatów REFUNDOWANYCH są identyczne w każdej aptece! Cenę preparatów „na zniżkę” ustala „góra”, czyli Ministerstwo Zdrowia. Apteka nie ma absolutnie żadnego wpływu na to, jaką kwotę przyjdzie nam zapłacić za dany lek. Z tego też względu, nie ma absolutnie sensu prowadzenie „turystyki lekowej” i bieganie od apteki do apteki w poszukiwaniu najniższej ceny. W każdej z nich zapłacimy tyle samo. Cena będzie również identyczna nawet w przypadku leków, które zostały nam przepisane „na 100%”, a które figurują na liście leków refundowanych. Ich cena jest tzw. ceną urzędową i nie może być zmieniona niezależnie od tego, czy NFZ dopłaci do danej recepty czy nie.

Jedynie ceny preparatów refundowanych są identyczne w każdej aptece!Warto również pamiętać, że ceny urzędowe leków zmieniają się obecnie 6 razy w roku! Jest to związane z pojawianiem się co 2 miesiące nowej listy leków refundowanych. A jest ona bardzo nieprzewidywalna – czasami różnice w cenach mogą być nieznaczne i sięgać np.1 czy 5 groszy, a niekiedy może być to nawet podwyżka o 100zł na opakowaniu! Z tego też powodu nie zdziwcie się, jeżeli koszt jednej recepty wyniesie Was 80zł, a za trzy miesiące już 115. I korzystając z okazji ładnie się uśmiechnę i powiem: to nie jest wina biednej pani farmaceutki, która realizuje Wam receptę :) Prosimy nie denerwować się na nią :)

A pozostałe preparaty? No cóż, tutaj istnieje wolna amerykanka :) A właściwie to konkurencja i zasady wolnego rynku :) Ceny preparatów, dla których nie została ustalona cena urzędowa może być różna w każdej aptece. Dlatego właśnie np. Cholestil, który jest preparatem nierefundowanym może w aptece pod domem kosztować 30zł, a w centrum miasta – 25. Niekiedy różnice mogą być naprawdę spore – nawet do kilkudziesięciu(!!!) złotych na opakowaniu. Skąd takie rozbieżności? No cóż, czynników może być całkiem sporo – od kwoty, którą przyszło zapłacić hurtowni farmaceutycznej, z której ściągany jest dany preparat po sprzedaż specyfików poniżej tzw. ceny zakupu, czyli taniej niż się go kupiło. Również z cenami preparatów bez recepty apteka może robić, co jej się żywnie podoba. Jak ma ochotę może i rozdawać je za darmo – nie ma w ich przypadku żadnych ograniczeń ani nakazów.

 

Jazda bez trzymanki, czyli skąd się bierze cena leku refundowanego?

Przejdźmy teraz do kwestii najważniejszej, czyli wytłumaczenia dlaczego z perspektywy systemu refudancyjnego 2+2 nie zawsze równa się 4.

Zacznijmy od podstawy podstaw, czyli CZYM WŁAŚCIWIE JEST LIMIT? Jest to kwestia najważniejsza, którą należy sobie wyjaśnić, zanim w ogóle zaczniemy rozmawiać o refundacji. A więc limit jest to maksymalna kwota, którą NFZ dopłaci do naszego leku. Innymi słowy – jest to maksymalny poziom refundacji za dany preparat. Jeżeli lek X kosztuje 100zł, a jego limit refundacyjny wynosi 63 zł to 63 zł jest kwotą, którą opłaci NFZ. Pozostałe 37zł opłaca pacjent.

kalkulator_blogŹródło: Images_of_Money / Foter.com / CC BY

Ok, to o co chodzi z tymi odpłatnościami?

Zaczynamy wchodzić w matematykę :) Osoby uczulone na tę dziedzinę nauki proszę o zaciśnięcie zębów :) A więc, po kolei. W obecnym systemie refundacyjnym mamy 4 tzw. poziomy odpłatności: 50%, 30%, R (ryczałt) oraz B, czyli bezpłatnie. Z pewnością wielu z Was kojarzy te symbole z Waszych recept. Haczyk tkwi w tym, że procenty te nie oznaczają części całej ceny danego preparatu, a jedynie procent jego LIMITU. I tu jest właśnie pies pogrzebany – limit limitem, a trzeba przecież zapłacić również pozostałą część ceny leku.

Może będzie to lepiej wyglądało na ogólnym przykładzie. Załóżmy, że cena urzędowa leku (czyli „na 100%”) wynosi 100zł. Jego limit ustawmy na 60zł (wartość leku PONAD limit to 40zł). Ile zapłaci Kowalski przy poszczególnych poziomach odpłatności?

  • Jeżeli lek „schodzi” na 50% to odpłatność pacjenta wynosi:
      • cena =  (50% x 60zł) + 40zł = 70zł
  • Jeżeli odpłatność leku to 30%:
      • cena = (30% x 60zł) + 40zł = 58zł
  • Przy odpłatności ryczałtowej (ryczałt wynosi obecnie 3,20zł):
      • cena = 3,2o zł + 40zł = 43,20zł
  • Jeżeli lek jest „bezpłatny”:
      • cena = 0zł + 40zł = 40zł

Jak widać pacjent opłaca pewien procent limitu i wszystko ponad ten limit. Jeżeli lek jest „ryczałtowy” wówczas do kwoty ponad limitem dolicza się wartość ryczałtu, czyli 3,20zł, natomiast jeżeli preparat schodzi „bezpłatnie” wówczas opłaca „tylko” kwotę ponad limitem, gdyż cały limit dopłaca NFZ. Ehhhh… Wiem, można się pogubić :) Czasami jak tłumaczę to osobom przy okienku sama się zastanawiam o czym ja właściwie gadam :) Jednak dokładniejsze wczytanie się w to wszystko pozwala na zrozumienie dlaczego 50% to niekoniecznie połowa ceny :)

Ok, ogólniki ogólnikami, ale dajmy naprawdę konkretne przykłady.

Sumamed 500mg (Azithromycinum) 3 tabl – antybiotyk stosowany m.in. w zakażeniach dróg oddechowych

Cena urzędowa: 33,43zł
Limit refundacji: 9,28zł
Poziom refundacji: 50%
Kwota „ponad limit”: 33,43zł-9,28zł =  24,15zł

Odpłatność pacjenta: (50% x 9,28zł )+ 24,15zł = 28,79zł

pieniadze_blog3Źródło: wwarby / Foter.com / CC BY

Bunondol 0,2mg (Buprenophinum) 60 tabl – lek stosowany m.in. w nowotworach złośliwych

Cena urzędowa: 35,80zł
Limit refundacji: 35,80zł
Poziom refundacji: bezpłatny
Kwota „ponad limit”: 0zł

Odpłatność pacjenta: 0zł

Jak widać wszystko zależy od wysokości tego nieszczęsnego limitu – jeżeli wynosi on tyle, co cena preparatu, to wówczas „bezpłatny” będzie naprawdę oznaczał bezpłatny. Ehhh… ta matematyka.


A zamienniki?

Skoro jesteśmy już przy cenach warto również wspomnieć skąd bierze się niższa cena zamienników. Część osób zapewne już domyśla się o co chodzi. Wbrew pozorom jest to, dla odmiany, całkiem logiczne :) Ogólnie rzecz biorąc, jeżeli zamienniki będą miały niższą cenę „wyjściową” to przy takim samym limicie dla wszystkich preparatów danej grupy będą one miały niższą cenę „ponad limit”. A niższa kwota ponad limit realnie przekłada się na oszczędność pacjenta. Ot i cała filozofia :) Możliwa jest również sytuacja, że wprawdzie limit zamiennika będzie niższy, ale niższa będzie również cena urzędowa – summa summarum odpłatność będzie mniejsza. Ale to już kwalifikuje się na inną dyskusję :) Wrócimy jeszcze do tego, jak będę pisać o zamiennikach.

Ktoś mądrze powiedział: „Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” :) Faktycznie coś w tym jest – w szczególności jeśli chodzi o system refundacji w naszym kraju. Mam nadzieję, że niektóre kwestie związane z cenami leków stały się odrobinę jaśniejsze, a analiza paragonów nie przysporzy już takich problemów :) Ja ze swojej strony mogę życzyć tylko, aby nasze kuracje były zawsze „jak najbardziej refundowane”:) I jak najrzadsze – w szczególności, że sezon grypowy za pasem :)

Źródło: wwarby / Foter.com / CC BY

Facebook0Google+1Twitter0Email

Jeden komentarz o: “Ceny leków w aptece – o co w tym wszystkim chodzi?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *