Leki bez recepty też uzależniają! Do których preparatów najłatwiej się przyzwyczaić?

Wiecie co uważam za największy problem samoleczenia? Nie to, że Kowalski sam decyduje o swoim leczeniu. Nawet nie to, że łyknie kilka tabletek na ból zęba i okaże się, że żołądek boli go bardziej niż lewa siódemka. Tak samo nie to, że zakaszle się w nocy, bo zapomniał, że 22 godzina nie jest najlepszą porą na syropy wykrztuśne. Nie. Uważam, że najgorsze jest święte przekonanie o tym, że preparaty bez recepty są całkowicie bezpieczne i nie mogą zrobić nam większej krzywdy. Stawianie wszystkich preparatów na równi z Rutinoscorbinem i machanie ręką na wszelkie ostrzeżenia odnośnie stosowania danych preparatów. A niestety, na aptecznych półkach znajdziemy sporo preparatów od których odzwyczaić się jest po prostu ciężko, jeżeli stosujemy je przez okres dłuższy niż zalecono. O narkotykach, lekach nasennych czy psychotropach wiedzą wszyscy. Dlaczego, w związku z tym, ignorujemy coś takiego jak krople do nosa czy tabletki na kaszel?

Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany?
Gregory House, „House MD” (sezon 1, odcinek 3)

 

Krople do nosa

O tym, jak to miejscowe preparaty na katar uzależniają pisałam już nieraz, ale sądzę, że jest to temat, który trzeba wałkować i wałkować, aby każdy go zapamiętał i wiedział o co chodzi. Pisałam już o nim całkiem obszernie w moim poście o kroplowych narkomanach – tutaj przypomnę tylko najważniejsze kwestie, a osoby zainteresowane odsyłam tutaj.

Dłuższe stosowanie kropli ciągnie ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Powstaje katar z odstawienia, który w literaturze fachowej nazywany jest polekowym nieżytem nosa (rhinitis medicamentosa). Niestety, ale z kroplami i aerozolami do nosa wiąże się naprawdę poważny problem. W swojej codziennej pracy spotykam naprawdę wiele osób, które Otrivinów, Xylomethazolinów czy podobnych preparatów używają miesiącami, a nawet latami. To czy widzą w tym problem stanowi oddzielną kwestię, bo bywa z tym różnie. Niezależnie jednak od tego pamiętajmy, że dłuższe stosowanie preparatów zawierających w swoim składzie ksylometazolinę i oksymetazolinę (Otrivin, Sudafed Spray, Xylomethazolin, Nasic, Acatar Spray, Vicks Spray) ciągnie ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Nasz nos tak bardzo przyzwyczaja się do tego, że dostarczamy coś, co obkurcza nasze naczynka w błonie śluzowej nosa, że nie widzi absolutnie potrzeby dorzucenia czegoś od siebie. W ten sposób powstaje katar z odstawienia, który w literaturze fachowej nazywany jest polekowym nieżytem nosa (rhinitis medicamentosa). Tego typu katar nie jest spowodowany wyjątkowo upartym przeziębieniem czy alergią na kota naszej teściowej, ale właśnie lekami, które stosujemy. Powstaje typowe błędne koło – leczymy katar kroplami do nosa, a same krople powodują katar.I tak w kółko i kółko przez tygodnie, miesiące i niekiedy całe lata.

Osoby, które uzależniły się od obkurczających właściwości kropli do nosa są w stanie zużyć w przeciągu doby nawet buteleczkę takiego preparatu, mimo iż statystycznemu Kowalskiemu wystarczy ona na całą kurację, a jeszcze podzieli się nią z całą rodziną. Problem pojawia się stosunkowo szybko – takie preparaty są w stanie wywołać zmiany w naszej błonie śluzowej już po kilku dniach stosowania. Tekst o tym, jak to Otrivin należy stosować jedynie do 5-7 dni nie jest wcale przesadzony. Z tego też względu, jeżeli przeziębienie się przedłuża, a katar nie odpuszcza lepiej jest zainteresować się alternatywnymi metodami leczenia, zamiast kupować kolejną buteleczkę specyfiku.

chusteczki_blogŹródło: peterp / Foter.com / CC BY

Polekowy nieżyt nosa jest wyjątkowo uporczywy. Wyobraźcie sobie, że przez kilka miesięcy macie nieprzerwany katar. Nic przyjemnego, prawda? Ja czuję się nie do życia już po dwóch-trzech dniach takie stanu – kilka tygodni zdecydowanie mogłoby wyprowadzić mnie z równowagi. Niestety, ale zniszczona śluzówka nosa daje o sobie znać w każdym momencie naszego życia – potrafi wybudzić w środku nocy, bo jest tak obrzęknięta, że uniemożliwia prawidłowe oddychanie. Nie jest to jednak stan, z którego nie można wyjść – konieczna jest jednak ogromna doza samozaparcia i wiary w to, że odstawienie leku paradoksalnie pomoże w leczeniu naszej choroby. Bo tak, katar polekowy jest chorobą i wymaga leczenia. Niekiedy długiego, mozolnego, ale miejmy nadzieję, że jak najczęściej udanego.

Tak jak pisałam już wcześniej – zainteresowanych tematem polekowego nieżytu nosa odsyłam do tego artykułu.

 

Leki przeczyszczające

Drugą grupą leków, która budzi moje mieszane uczucia, jeśli chodzi o ich ogólną dostępność jest wiele leków przeczyszczających. Zdziwilibyście się, jak bardzo potrafią uzależnić. I tutaj chociażby pojawia się problem, o którym pisałam na początku tekstu - wiecie, ile razy słyszałam o tym, jak to senes czy rzewień nie mogą przyzwyczaić, ani zrobić nam krzywdy? Przecież to tylko niewinne ziółka! A wszystko, co ziołowe jest takie zdrowe! W końcu to nie chemia! Chciałoby się powiedzieć, że wszystko „działa jak natura chciała”. Niestety, niekoniecznie tak jest w przypadku leków stosowanych na zaparcia.

Problem nadużywania leków przeczyszczających poruszałam już na tym blogu w tym poście. Starałam się uświadomić Wam, jak duże zagrożenie niesie ze sobą dłuższe stosowanie preparatów na bazie senesu, rzewienia czy aloesu. Osoby,  które czytały tamten post pamiętają z pewnością, jakie mogą być skutki przewlekłego łykania Xenny czy picia Laxantii. Dla osób, które nie znają tego artykułu przytoczę chyba jego najważniejszy fragment:

Na czym polega niebezpieczeństwo przewlekłego stosowania preparatów senesu? Przede wszystkim na tym, że rozleniwiają one nasze jelita do tego stopnia, że trudno jest później je ruszyć za pomocą innych środków niż lewatywa czy czopki przeczyszczające. Nasze jelito drugie przyzwyczajone do tego, że codziennie coś je „popieści” nie jest w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek aktywności. W praktyce oznacza to, że lek wzięty na zaparcia sam później te zaparcia powoduje – konieczne jest stosowanie coraz większych dawek, w coraz krótszych odstępach czasu, aby pozbyć się tego przykrego problemu. Koło się zamyka – jeżeli nie weźmiemy kolejnej dawki nie wypróżnimy się, a nie możemy się wypróżnić, bo braliśmy za dużo preparatu wcześniej…

Ale powiedzmy sobie szczerze – wieczne zaparcie to akurat najmniejszy problem (abstrahując już od tego, że najpopularniejszy). Wiecie, że długoterminowe stosowanie leków na bazie antrazwiązków może spowodować nawet raka jelita grubego? Jeżeli to Was nie przekonuje, to już nie wiem, co będzie w stanie to zrobić.

Największa tragedia jeśli chodzi o stosowanie tego typu preparatów polega na tym, że są one tak gigantycznie nadużywane. Wiecie ile kobiet, młodszych i starszych, „odchudza” się za pomocą tych preparatów? Serce mi staje, gdy widzę dziewczynę, która jednego dnia pakuje do koszyka kilka opakowań herbatek na bazie senesu, a ja ją widzę na samoobsłudze już w następnym tygodniu. Albo kiedy czytam fora internetowe, a tam porady w stylu: pij senes, można zrzucić nawet kilka kilogramów! O tym, że pozbywamy się wody, elektrolitów i wszystkiego, co jest nam potrzebne do prawidłowego funkcjonowania już ani słowa…

Największa tragedia jeśli chodzi o stosowanie tego typu preparatów polega na tym, że są one tak gigantycznie nadużywane. Ale ja tu o senesie, rzewieniu i aloesie, a przecież można znaleźć jeszcze kilka innych preparatów, które rozleniwiają nasze jelita do granic niemożliwości. Na prowadzenie wysuwa się bisakodyl występujący w takich preparatach jak Dulcobis oraz siarczan magnezu. Kłopot z tym drugim jest o tyle duży, że wiele kuracji „oczyszczających” reklamowanych na wielu stronach internetowych rozpoczyna się od zaserwowania sobie porcji siarczanu. I naprawdę pół biedy, jeżeli zrobimy to raz, dwa czy nawet pięć. Ale wiecie, jak wygląda kobieta, która stosuje to przewlekle? Do tej pory stoi mi przed oczami pani, która odwiedziła moją aptekę na jednym z nocnych dyżurów. Jeszcze się nie odezwała, a ja pierwsze na co zwróciłam uwagę to jej zapadnięte oczy i niewiarygodnie przesuszona skórę o ziemistym kolorze – mumia w wersji live. Potrzebowała oczywiście leków przeczyszczających…

Wiecie jak trudno jest ruszyć jelita, które były traktowane preparatami przeczyszczającymi dzień w dzień? Niekiedy jest to prawdziwa sztuka, która jak prawdziwy odwyk wymaga samozaparcia, odcięcia od niektórych preparatów i wprowadzenia całej rewolucji w codziennym życiu. Ale się da. Po co jednak pakować się z własnej woli w takie problemy? Apteka naprawdę oferuje specyfiki bezpieczniejsze. Warto się nimi zainteresować.

jelita_blogŹródło: Double–M / Foter.com / CC BY

Leki przeciwbólowe

Powiedzcie mi, ilu z Was kiedy słyszy o uzależnieniu od leków przeciwbólowych ma przed oczami żylastą osobę wstrzykującą sobie kolejną dawkę morfiny? Albo doktora House’a ze słynnego, amerykańskiego serialu telewizyjnego? Wielu? A ilu z Was widzi osobę z buteleczką paracetamolu lub aspiryny? Jestem pewna, że zdecydowanie mniej.

Obecnie polekowy ból głowy z odbicia jest już faktem. O polekowym bólu głowy z odbicia zaczęto mówić stosunkowo niedawno, bo na początku lat 50. ubiegłego wieku. To własnie wtedy zauważono, że osoby nadużywające ergotaminy (jeden z leków przerywających napad migrenowy) cierpią na częste, codzienne bóle głowy nasilające się w momencie próby odstawienia przepisanego preparatu. Później pojawiły się kolejne doniesienia naukowe i obserwacje, a w roku 1979 po raz pierwszy użyto terminu bólu głowy z odbicia.

Obecnie polekowy ból głowy z odbicia jest już faktem. Wprawdzie nadal nie określono dokładnego mechanizmu jego powstawania (mówi się o nadmiernym rozszerzeniu naczyń krwionośnych pod wpływem dodatków w złożonych lekach przeciwbólowych, o udziale układu immunologicznego czy zmianach w aktywności receptorów), ale nikt już nie zaprzeczy, że coś takiego istnieje.

Uzależnienie od leków przeciwbólowych rozpoczyna się całkiem „niewinnie” – męcząca migrena lub po prostu zwykły, napięciowy ból głowy zmusza nas do zażycia leków przeciwbólowych. I naprawdę nie ma problemu, jeżeli od wielkiego święta weźmiemy jedną, dwie czy nawet pięć tabletek w ciągu doby. Problem zaczyna się robić poważny, jeżeli leki stosujemy częściej. Najpierw dwa razy w tygodniu, później trzy, aż ostatecznie okazuje się, że zażywamy aspirynę czy Apap codziennie, bo ból głowy dezorganizuje nasz dzień już od samego rana. Leki nie działają już tak skutecznie jak wcześniej. W południe kolejna tabletka, po obiedzie następna i w ten sposób koło się zamyka. Boli nas głowa, więc bierzemy leki. Bierzemy leki, więc boli nas głowa.

Polekowy ból głowy jest jednym z uzależnień o którym niewiele się mówi. A szkoda, bo świadomość społeczeństwa w tej kwestii jest naprawdę mierna. Niestety, ale leczenie takiego uzależnienia jest naprawdę trudne i bez chęci współpracy nie ma co liczyć na jakikolwiek efekt. Pierwszym krokiem ku wyleczeniu jest całkowite odstawienie leków przeciwbólowych. Wiem, że jest to trudne, bo jakkolwiek da się żyć z zatkanym nosem to tępy, rozsadzający ból głowy może doprowadzić do prawdziwych problemów. Z tego też względu, na „przeciwbólowym odwyku” korzysta się najczęściej z pomocy lekarza, który w zależności od sytuacji może zalecić krótką terapię lekami przeciwdepresyjnymi, poprawiającymi nastrój czy glikokortykosteroidami doustnymi. Problem też polega na tym, że stopniowe zmniejszanie dawek i wydłużanie odstępów pomiędzy poszczególnymi tabletkami niewiele daje. Odstawiamy wszystko naraz. Całe szczęście leczenie nie jest długie – u większości osób wystarczy kilka dni, aby nastąpiła poprawa, a po kilku tygodniach mamy już pełen sukces.

glowa_blogŹródło: mislav-m / Foter.com / CC BY

Polekowy ból głowy jest jednym z uzależnień o którym niewiele się mówi. A szkoda, bo świadomość społeczeństwa w tej kwestii jest naprawdę mierna. Mega-opakowania Apapu czy innych leków przeciwbólowych (nawet 200-tabletkowe w standardowej, odręcznej sprzedaży!) nie zachęcają bynajmniej do walki z tym zagrożeniem. Dlatego pamiętajcie: wszystko dla ludzi, ale z umiarem! Warto również poszukać przyczyny bólu, jeżeli stosujemy leki częściej niż raz w tygodniu.

 

Preparaty z kodeiną, dekstrometorfanem i pseudoefedryną, czyli młodzież się bawi

W przeciwieństwie do leków przeciwbólowych o uzależniających właściwościach kodeiny, dekstrometorfanu i pseudoefedryny słychać całkiem sporo. Telewizja i serwisy internetowe co rusz huczą o kolejnym przypadku ostrego zatrucia tymi substancjami. Bo to właśnie tą trójcą bawi się obecnie młodzież na imprezach i wspomagają studenci podczas sesji, a na pseudoefedrynie opierają swoją dietę odchudzające się nastolatkiSudafed, Acatar Acti Tabs, Thiocodin, Acodin… Z pewnością wielu z Was słyszało o tych preparatach. Są one stosowane w leczeniu kataru, a także nieproduktywnego, suchego kaszlu.

Powiedzmy sobie szczerze: stosowane w zalecanych dawkach nie zrobią nikomu krzywdy. Powiedziałabym wręcz, że są to świetne preparaty, dzięki którym możemy się pozbyć wodospadu z nosa, a i reszty rodziny nie zakaszlemy. Niestety, w większych dawkach wykazują one efekt pobudzający, euforyzujący i działają po prostu jak typowe narkotyki. Internetowe fora aż uginają się od porad, jak można się zabawić za kilkanaście złotych albo jak zaliczyć trzy egzaminy w cztery dni nie ucząc się wcześniej ani odrobinę. Szkoda tylko, że nikt nie pisze o tym jak tragiczne potrafią być skutki uzależnienia od tych substancji.

Pseudoefedryna i dekstrometorfan wywołują uzależnienie psychiczne, natomiast w przypadku kodeiny możliwe jest zarówno uzależnienie psychiczne, jak i fizyczne. Z polskiego na nasze oznacza to, że to nie tylko my mamy ochotę na kolejną „fazkę”, ale sam organizm doprasza się o kolejną dawkę narkotyku. A robi to całkiem brutalnie: pojawia się drażliwość, problemy ze snem czy bóle głowy.

Jeśli chodzi o bóle głowy wywoływane przez odstawienie kodeiny to problem jest o tyle poważny, że stanowi ona składnik niektórych złożonych leków przeciwbólowych np. Solpadeiny (paracetamol, kofeina, kodeina) – bardzo popularnego preparatu stosowanego w leczeniu bólu głowy czy nawet lekkich migrenach. Stosowany od wielkiego dzwonu jest świetny, a z osobistych doświadczeń powiem więcej – to mój niezastąpiony lek przeciwbólowy po ciężkim dniu w pracy. Ale stosowany przewlekle może najzwyczajniej w świecie uzależnić. Raz, że paracetamol powoduje bóle głowy z odbicia, a dwa, że zawiera kodeinę, która również potrafi przyzwyczaić. I nie przesadzam – naszą aptekę często odwiedza jeden pan, który bez Solpadeiny nie potrafi już prawidłowo funkcjonować.

Uzależnienie od wysokich dawek kodeiny, dekstrometorfanu i pseudoefedryny jest tak silne, że niektóre osoby lądują na oddziałach psychiatrycznych próbując uwolnić się od nałogu. Pamiętajcie, „fazka” po zażyciu całego opakowania Acodinu czy Thiocodinu może skończyć się tragicznie!

alkohol_blog1Źródło: pasukaru76 / Foter.com / CC BY

Inhibitory pompy protonowej, czyli jak pozbyć się upartej zgagi

Całe szczęście, trzeba się postarać, aby uzależnić się od kodeiny, pseudoefedryny i dekstrometorfanu. Odrobinę gorzej wygląda sprawa z tzw. inhibitorami pompy protonowej (Controloc, Bioprazol, Nolpaza, Piastprazol, Anesteloc, Ortanol) , czyli związkami, które są stosowane w leczeniu choroby wrzodowej, zgagi, a także jako „osłonówki” przy stosowaniu dużych ilości leków, głównie preparatów przeciwbólowych. O samych inhibitorach pompy protonowej pisałam już wcześniej w tym temacie. Tutaj chciałabym ponownie zwrócić Waszą uwagę na efekt z odbicia, jaki mogą one powodować.

O tym, jak to nasz organizm przyzwyczaja się do stosowanych przez nas leków wspominałam już niejednokrotnie. Nie inaczej jest i tutaj – zwiększone wytwarzanie kwasu solnego w żołądku po odstawieniu tych leków prowadzi do zgagi, nasilenia objawów choroby wrzodowej i wszelkiej maści objawów dyspeptycznych. A skoro Controloc pomógł nam wcześniej zlikwidować zgagę to dlaczego nie sięgnąć po kolejną tabletkę?

Objawy z odbicia zaczynają się pojawiać już po 4. tygodniach ciągłego stosowania tych preparatów.Wydzielanie soku żołądkowego i występującego w nim kwasu solnego podlega bardzo dokładnej regulacji. Proces ten jest złożony, dlatego skupmy się jedynie na tym, że bierze w tym procesie m.in. gastryna oraz tzw. pompa protonowa, którą hamują opisywane preparaty. Skoro pompa protonowa jest zablokowana przez leki to gastryna jest wydzielana w większych ilościach, aby „napędzić” produkcję kwasu solnego – wszystko w imię tego, aby produkcja kwasu solnego wyszła „na zero”, a pH soku żołądkowego powróciło do stanu wyjściowego. A teraz wyobraźcie sobie, że gwałtownie zabieramy związki, które pompę protonową blokują. Jej aktywność wraca do poprzedniego poziomu, ale gastryny nadal więcej. Nasila to produkcję kwasu solnego do tego stopnia, że odczuwamy te nieprzyjemne objawy dyspeptyczne, których tak bardzo staraliśmy się pozbyć.

Jeszcze do niedawna wszystkie inhibitory pompy protonowej były dostępne jedynie z przepisu lekarza. Obecnie, jako preparaty bez recepty, wyszły te najpopularniejsze, czyli omeprazol i pantoprazol w dawkach po 10-20mg. W ulotce informacyjnej znajdziemy oczywiście informację, że są to leki do krótkotrwałego stosowania, ale z doświadczenia wiem, że z przestrzeganiem tych zaleceń bywa różnie. A stąd już tylko krok do stosowania tych związków miesiącami, a nawet latami. A wiecie, że objawy z odbicia zaczynają się pojawiać już po 4. tygodniach ciągłego stosowania tych preparatów?

 

Uzależnić może nawet witamina C!

Leków, które przyzwyczajają nasz organizm do tego stopnia, że sam domaga się dodatkowej dawki, jest całkiem sporo. W tym poście chciałabym jedynie zwrócić Waszą uwagę na ten problem. Bo wymienione przeze mnie grupy leków to jedynie najpopularniejsze leki OTC. Chciałoby się powiedzieć – wierzchołek góry lodowej. Bo okazuje się, że uzależnić się można od kwasu askorbinowego, czyli uważanej za najbezpieczniejszą i w ogóle super-hiper-najlepszą witaminy C! Zdarza się to oczywiście rzadko i trzeba by było przyjmować regularnie preparaty po 1000mg witaminy C, aby doprowadzić do takiego stanu, ale jak widać nic nie jest niemożliwe. Szkorbut z odbicia i ból głowy po odstawieniu tabletek może dać się naprawdę we znaki. A skoro witamina C może przyzwyczaić to dlaczego nie tabletka przeciwbólowa czy herbatka z senesem? Leki nasercowe, nasenne, przeciwdepresyjne? Całe szczęście, nie ma leku, który uzależnia po jednej tabletce czy nawet po 2-3 tabletkach stosowanych od święta. Ale pamiętajcie, że określenie „leki zalecony do krótkotrwałej terapii” nie jest tylko pustym frazesem!

Facebook0Google+1Twitter0Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *