Czy wiesz, jak prawidłowo obsługiwać swój inhalator? Kilka praktycznych uwag dla każdego z nas!

Skoro ostatnio było o paleniu, to dzisiaj możemy pokusić się o kolejny „oddechowy” problem. Ten jednak będzie już mniej uzależniający, mniej rakotwórczy i o wiele lepiej pachnący. Dzisiaj podejmujemy temat inhalatorów stosowanych przez całe rzesze osób – od astmatyków przez osoby z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc po osoby z zapaleniem płuc i oskrzeli kończąc. Tyle, że stosowanych nie zawsze w odpowiedni sposób. Niestety, ale z inhalatorami nie jest tak łatwo jak z tabletkami – połknąć, popić i zapomnieć. W przypadku tych urządzeń musimy pamiętać o kilku podstawowych zasadach, które są takie same niezależnie od tego czy stosujemy inhalator najprostszy czy też najbardziej zaawansowany technologicznie. A że najprostsze i, wydawałoby się, najmniej ważne drobiazgi mogą mieć całkiem poważny wpływ na naszą terapię to warto zastanowić się, co Kowalski może robić źle. I jak może to naprawić.

Inhalatory i leki do podawania wziewnego nie są jakąś nowością na naszym rynku. Wręcz przeciwnie, niektórzy stosują je już całe życie. Za ich pomocą podaje się leki o działaniu przeciwzapalnych (glikokortykosteroidy) czy też rozkurczającym oskrzela. I chociaż taka droga podania leku jest najbardziej optymalna (substancja lecznicza dostaje się bezpośrednio do płuc) to jednak sam lek napotyka na drodze sporo trudności – w końcu trzeba wziąć odpowiednio głęboki wdech, uwolnić lek w odpowiednim momencie… Całkiem tego sporo. Jakie drobiazgi mają jeszcze znaczenie?

 

Czy płukanie ust po inhalacji jest naprawdę takie ważne?

Okazuje się, że tak. Bo zakładam, że nie macie ochoty na to, aby w Waszej jamie ustnej rozpanoszyły się mikroskopijne grzybki, prawda? :) A teraz tak na poważnie: jednym z najczęstszych działań niepożądanych przy stosowaniu wziewnych glikokortykosteroidów (jest to naprawdę spora grupa preparatów przeciwastmatycznych) jest rozwój grzybicy jamy ustnej i gardła. Związane jest to z tym, iż podczas inhalacji część leku osadza się na błonach śluzowych jamy ustnej, a jednym z efektów działania glikokortykosteroidów jest miejscowe obniżanie odporności organizmu. Okazuje się, że substancje, które świetnie leczą naszą astmę, niekoniecznie dobrze wpływają na naszą jamę ustną. Coś za coś.

Niestety, ale z inhalatorami nie jest tak łatwo jak z tabletkami – połknąć, popić i zapomnieć. W przypadku tych urządzeń musimy pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Niestety, nieważne jak bardzo będziecie dbać o higienę jamy ustnej – nie pozbędziecie się wszystkich bakterii i grzybów, które normalnie znajdują się na powierzchni naszych błon śluzowych. Takie są fakty – naszą ustną mikroflorą moglibyśmy obdzielić całe laboratorium mikrobiologiczne i to niezależnie od tego czy stomatologa odwiedzamy regularnie czy też od wielkiego dzwonu. W normalnych warunkach nie dają one o sobie znać, bo zwalcza je nasz układ immunologiczny. Jednak miejscowe zastosowanie glikokortykosteroidów w postaci aerozolu powoduje osłabienie naszych odpornościowych wojsk – grzyby mają wówczas prawdziwe pole do popisu. Najczęściej atakują nas grzyby z rodzaju Candica, które powodują bardzo powszechne drożdżyce. Nie jest to powikłanie groźne, ale z pewnością może sprawiać duży dyskomfort. W szczególności, jeżeli zaatakowane zostało gardło, gdyż przełykanie może wówczas całkiem sporą trudność.

Jednym z najczęstszych działań niepożądanych przy stosowaniu wziewnych glikokortykosteroidów jest rozwój grzybicy jamy ustnej i gardłaTakiemu rozwojowi wydarzeń możemy zapobiec poprzez płukanie jamy ustnej po każdej inhalacji leku. Najlepiej w ogóle byłoby zęby umyć, ale wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe, w szczególności jeżeli znajdujemy się poza domem. Wówczas płukanie musi wystarczyć. Ale uwaga! Wodę wypluwamy, a nie połykamy! Niestety, jest to częsty błąd, który już niejednokrotnie obserwowałam u osób stosujących te preparaty. Usta wypłukane i błona śluzowa jamy ustnej jest bezpieczna, ale… czy ktoś pomyślał o reszcie organizmu?

Innym sposobem na uniknięcie tego przykrego problemu jest stosowanie tzw. spejserów, zwanych inaczej przedłużaczami. Są one w swojej budowie bardzo proste – wyglądają jak bardziej zaawansowane technologicznie rury z ustnikiem z jednej strony i końcówką dla inhalatora z drugiej. Są one urządzeniami bardzo ciekawymi – w prosty sposób są one zwiększyć ilość leku, który dostaje się do naszych płuc. A im więcej leku w płucach, tym mniej w ustach – może to bezpośrednio wpływać na zmniejszenie ilości przypadków grzybicy. Wprawdzie urządzenia te powstały głównie z myślą o dzieciach, to jednak mogą się o niego pokusić wszystkie osoby, które mają kłopot z wykonaniem prawidłowej inhalacji. Wadą jest jednak ich cena – spejser to wydatek dobrych kilkudziesięciu złotych.

inhalator_blogŹródło: @yakobusan Jakob Montrasio 孟亚柯 / Foter.com / CC BY

Wodę wypluwamy!

Powszechnie wiadomo, że sterydy nie są najbezpieczniejszą grupą preparatów. Dają całkiem sporo działań niepożądanych od zaburzeń w poziomie glukozy przez zaburzenia wzrostu po zmiany w profilu hormonalnym. Całe szczęście, podawanie tych leków w formie inhalacji nie jest już tak niebezpieczne – lek dostarczany jest bezpośrednio do dróg oddechowych i to właśnie tam działa, zostawiając resztę naszego ciała „w spokoju”. Co jednak dzieje się, jeżeli wodę po przepłukaniu ust połkniemy zamiast wypluć? Część osób zapewne domyśli się, że lek dostanie się do żołądka, a stamtąd do reszty organizmu. Możemy wówczas doprowadzić do sytuacji, że sterydy, które miały działać miejscowo zaczynają działać ogólnoustrojowo. A działania niepożądane nie zawsze są przyjemne…

Uspokoję jednak osoby, które z przerażeniem przeczytały poprzedni akapit. Dawki podawane w ten sposób są zdecydowanie mniejsze niż w preparatach doustnych, dają więc mniej skutków ubocznych. Nie będzie tragedii, jeżeli raz czy dwa razy połkniemy zawartość naszej jamy ustnej. Miejmy jednak na uwadze, że glikokortykosteroidy są podawane niekiedy latami, a nawet przez całe życie… Z tego też względu zapamiętajmy jedno – najpierw płukamy, a później do zlewu. Koniecznie.

 

Wstrzymaj oddech na kilka sekund!

Należy wstrzymać oddech na tyle, na ile jesteśmy w stanie – im dłużej, tym lepiej. Kolejny błąd, który zaobserwowałam u kilku osób to przeprowadzanie inhalacji w ekspresowym wręcz tempie. Ledwo wyciągają inhalator, a tutaj już rach-ciach i po wszystkim. Dwie sekundy, krótki wdech i wracamy do rozmowy. Niestety, nie tędy droga! W przypadku leków podawanych wziewnie niezwykle ważny jest sam proces ich aplikacji. W przypadku tabletek czy syropów sprawa jest prosta – w końcu co połknę to moje. Ale w przypadku leków przeciwastmatycznych moje będzie to, co dojdzie do moich płuc – a trwa to dobre kilka sekund. Jeżeli zaraz po aplikacji leku zaczniemy rozmawiać i swobodnie oddychać to pomyślcie – jaka część leku dostanie się do naszego układu oddechowego, a jaka zostanie usunięta wraz z prądem powietrza? Wbrew pozorom – całkiem spora. A później okazuje się, że lekarz przepisuje nam nowe preparaty, w wyższych dawkach, bo myśli, że aktualne leczenie jest nieskuteczne. Bardzo często jest skuteczne, ale trzeba do niego odpowiednio podejść.

Zaleca się, aby przed inhalacją proszku z inhalatora najpierw zrobić głęboki wydech, a następnie objąć ustnik inhalatora ustami i wziąć głęboki wdech. Następnie WSTRZYMAĆ oddech na tyle, na ile jesteśmy w stanie – im dłużej, tym lepiej. Za najbardziej optymalny uważany jest okres ok. 10 sekund, ale każda dodatkowa sekunda, która pozwoli naszemu lekowi dotrzeć do naszych płuc będzie już dużym sukcesem.

inhalator_blog1Źródło: Camera on autopilot / Foter.com / CC BY

Zmieszać przed użyciem? Nie tylko syropy!

Zdaję sobie sprawę, że sam proces mieszania kojarzy się Wam głównie z syropami, zawiesinami czy antybiotykami, ale okazuje się, że i w przypadku leków wziewnych jest on bardzo ważny. Jeżeli posiadacie taki inhalator jak na zdjęciu głównym to pamiętajcie: przed każdą inhalacją należy nim energicznie wstrząsnąć! Substancja lecznicza znajdująca się w urządzeniu pod wpływem grawitacji może opadać na dno pojemnika, a my zamiast lekiem będziemy się inhalować gazem nośnym. Skoro już podajemy sobie lek to zadbajmy o to, aby było go tyle, ile potrzebujemy :)

 

Odpowiednia pozycja to podstawa!

Kończąc już temat prawidłowego sposobu samej inhalacji chciałam zwrócić Waszą uwagę na jeszcze jeden, drobny szczegół: odpowiednie ustawienie naszej głowy podczas aplikacji leku. Po pierwsze: lek aplikujemy w pozycji siedzącej lub stojącej. Żadne łóżko czy wiszenie do góry nogami na drzewie. Po drugie: głowa musi znajdować się w pozycji… standardowej (słowa mi brakuje:). Nie możemy ani dociskać podbródkiem do szyi, ani patrzeć w niebo i określać rodzaje chmur. Jeżeli nasza głowa będzie znajdowała się w tej pozycji to okaże się, że substancja lecznicza zamiast przejść w możliwe dużej ilości do naszych płuc to osadziła się na podniebieniu lub innych częściach jamy ustnej. Pamiętajcie o tym!

 

Wykonujemy wydech poza inhalatorem!

Podczas wykonywania wydechu przed inhalacją odwróćcie głowę w innym kierunku. Kolejna banalna sprawa, która może nam zrobić różnicę to wykonywanie wydechu tuż przed inhalacją. W instrukcji obsługi każdego możliwego inhalatora znajdziecie to samo zdanie: „Wykonać wydech (nie na inhalator!)”. Niby drobiazg, ale naprawdę ma znaczenie. Wyjaśnienie tej sprawy jest wbrew pozorom całkiem proste. Nasz oddech oprócz oczywistych składników, takich jak azot czy dwutlenek węgla zawiera w sobie również cząsteczki wody. Niewiele to niewiele, ale to zawsze jest woda, która osadza się na ustniku inhalatora. I to właśnie do takiego lekko zawilgoconego ustnika mogą przyczepiać się cząsteczki naszego leku, a ten zamiast trafić do naszych ust pozostanie na urządzeniu. Ktoś mógłby powiedzieć, że przesadzam, ale, niestety, fakty są nieubłagane . Dostarczenie odpowiedniej ilości substancji leczniczej do płuc i tak jest wystarczająco kłopotliwe – dodatkowa bariera w postaci zawilgoconego ustnika nikomu nie pomoże, a już na pewno nie naszym płucom.

Z tego też względu pamiętajcie – podczas wykonywania wydechu przed inhalacją odwróćcie głowę w innym kierunku, a już na pewno nie wykonujcie wydechu trzymając już ustnik bezpośrednio w ustach. Wasz układ oddechowy będzie Wam za to wdzięczny.

inhalator_blog2Źródło: penreyes / Foter.com / CC BY

Jak prawidłowo oczyścić inhalator?

Skoro jesteśmy już przy problemie zawilgoconego ustnika to nie sposób nie wspomnieć również o myciu inhalatorów. Pamiętajcie: nie każdy inhalator nadaje się do mycia albo oczyszczania za pomocą wilgotnej szmatki. Wprawdzie w ulotce każdego wziewnego preparatu powinna być zawarta informacja odnośnie czyszczenia inhalatora, ale wiadomo jak to bywa – ulotki się gubią i nigdy ich nie ma, gdy są najbardziej potrzebne. Z tego też względu umówmy się – jeżeli nie jesteś pewny na 100%, że Twój inhalator nadaje się do mycia to go po prostu nie myjesz. Unikniesz w ten sposób wielu problemów, w tym zniszczenia leku, który się w inhalatorze znajduje.

Jeżeli nie jesteś pewny na 100%, że Twój inhalator nadaje się do mycia to go po prostu nie myjesz.Inhalatory mają najróżniejszą budowę – niektóre wyglądają jak zwykłe aerozole, takie jak na zdjęciu głównym, niektóre mają postać dysków, stożków i innych jeszcze figur z lekiem załadowanym w postaci kapsułek czy proszku. Tak „zapakowana” substancja czynna jest zazwyczaj bardzo wrażliwa na działanie wilgoci i jeżeli do inhalatora dostanie się chociaż minimalna ilość wody to będziemy mogli uznać, że inhalator nadaje się do wyrzucenia, a nas czeka dodatkowa wizyta u lekarza po nową receptę. Całe szczęście inhalatory tego typu są „jednorazowe” i wraz z nowym opakowaniem leku otrzymujemy również nowe urządzenie. Gdyby jednak zaszła potrzeba wyczyszczenia takiego inhalatora to pamiętajmy, że możemy to zrobić jedynie za pomocą SUCHEJ, miękkiej szmatki.

Odrobinę inaczej sprawa wygląda z inhalatorami, które nie mają „załadowanych” na stałe dawek leku. Takim preparatem jest chociażby Spiriva ze swoim inhalatorem tzw. Handihalerem – inhalator tego typu służy pacjentom dobrych kilka miesięcy. Kapsułki z lekiem przechowywane są oddzielnie w blistrach, nie ma więc możliwości „zalania” ich wodą i uszkodzenia w trakcie mycia. A inhalator? To sam plastik – w kontakcie z wodą nic mu nie będzie. Pamiętajmy jednak, że inhalatory tego typu myjemy jedynie za pomocą ciepłej wody, bez dodatku żadnych środków myjących. Dajmy również urządzeniu czas, aby odpowiednio wyschło – nie tylko ustnik, ale również wszelkie „kanały” urządzenia nie mogą być przecież wilgotne, kiedy będzie przechodził przez nie lek. Uważa się, że po 24 godzinach inhalator powinien być gotowy do pracy – z tego też względu najlepiej jest przeprowadzać całą „operację” tuż po zaaplikowaniu leku, tak aby na kolejny dzień był on już zwarty i gotowy do pracy.

 

Uwaga na kapsułki!

Drążymy temat dalej. Okazuje się, że nie tylko proszek w inhalatorach jest wrażliwy na działanie wilgoci. Bardzo wrażliwe są również kapsułki, które ładuje się do komory inhalacyjnej w niektórych typach urządzeń. Są one przechowywane w szczelnych blistrach, które chronią je przed niekorzystnymi warunkami środowiskowymi i można je rozpakować jedynie tuż przed inhalacją. Co jednak, jeżeli przez przypadek otworzyliśmy więcej niż jedną kapsułkę? Możemy użyć ją za jakiś czas? Niestety, ale nie. Kapsułki te są tak wrażliwe, że może się okazać, że za 24 godziny wiele z naszego leku już nie uzyskamy. Producent Spirivy w swojej ulotce jest nieubłagany: otworzyłeś – wyrzucasz.

inhalator_blog3Źródło: net_efekt / Foter.com / CC BY

Czy wziewne preparaty powinny być stosowane stale?

Zdecydowanie tak! Z lekami wziewnymi jest tak samo jak z lekami na nadciśnienie – kontrolują one nasze objawy chorobowe i ich nagłe odstawienie może być dla nas szkodliwe. W związku z tym nie można samodzielnie odstawiać tych preparatów! Niestety, jest to częsty błąd osób, które stosują te leki przez krótki okres („wprawieni” astmatycy wiedzą, że tak się nie robi:). Nawet jeżeli czujesz się świetnie to nie oznacza to, że jesteś całkowicie zdrowy. To po prostu oznacza, że leki bardzo dobrze działają.

Nigdy nie odstawiamy leku samodzielnie! Wziewnych preparatów nie odstawia się nawet wówczas, gdy pojawiły się działania niepożądane ze strony jamy ustnej, gardła czy języka. Jeżeli pojawiły się pieczenie języka, suchość w jamie ustnej czy nawet grzybica to nie jest to powód do przerwania kuracji tymi preparatami, bo problemy z oddychaniem będą stanowiły większy problem niż dyskomfort w ustach. Należy zgłosić się wówczas do lekarza, który przepisze nam ewentualne leczenie (leki wziewne można bezproblemowo łączyć z miejscową lub ogólną terapią przeciwgrzybiczą) lub zmieni preparat. Ale nic na własną rękę!

O odstawieniu preparatu mówi się jedynie wówczas, gdy pojawiły się naprawdę poważne skutki uboczne jak paradoksalny skurcz oskrzeli czy reakcje alergiczne. Wymagają one jednak jak najszybszej konsultacji z lekarzem!

 

Po co jest laktoza w inhalatorach?

Na koniec jeszcze tylko kilka uwag na temat laktozy, która wykorzystywana jest jako substancja pomocnicza w wielu typach inhalatorów. Jest obecność jest o tyle korzystna, że daje ona delikatnie słodki posmak, dzięki czemu wiadomo, że dawka leku została uwolniona z inhalatora. Nie we wszystkich inhalatorach jednak ona występuje, co może budzić pewne problemy. Słyszałam raz o przykładzie pani, która po zmianie leku przez lekarza, chciała aplikować sobie dodatkową dawkę preparatu, bo nie poczuła charakterystycznego, słodkiego posmaku i była pewna, że dawka leku nie została uwolniona z urządzenia. Okazało się, że w nowym preparacie wśród substancji pomocniczych nie było po prostu laktozy. Z tego też względu, jeżeli zmieniacie inhalator na urządzenie innego typu to warto się zainteresować jak będzie wyglądała ta kwestia. Z pewnością nasz farmaceuta pomoże nam odpowiedzieć na to pytanie.

I odpowiem jeszcze na pytanie, które może się pojawiać u osób z nietolerancją laktozy. Całe szczęście, ilość laktozy, która jest uwalniania wraz z lekiem nie jest na tyle duża, aby sprawiać problemy gastrologiczne u osób z tego typu problemem. Gdyby jednak dyskomfort się pojawił to warto skonsultować to z naszym lekarzem i rozważyć zmianę preparatu. Nigdy nie odstawiamy leku samodzielnie!

 Uff… Jak widać, inhalatory mogą sprawić całkiem sporo problemów. Chciałoby się rzec, że ich stosowanie to prawdziwa sztuka :) Nie pozwólmy jednak, aby takie drobiazgi wpływały na nasze leczenie! Nasze płuca będą nam za to wdzięczne :)

Zdjęcie główne: noii’s / Foter.com / CC BY

Facebook0Google+0Twitter0Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *