Poparzyłeś się? Co można z tym zrobić? Jak radzić sobie z niewielkimi oparzeniami na skórze?

Witam wszystkich po weekendzie majowym! Mam nadzieję, że chociaż część z Was odpoczęła i zainaugurowała sezon letni:) Ja wprawdzie 1. maja pracowałam (uroki całodobowej, dyżurującej apteki), ale kolejnego dnia wybrałam się ze swoją brzydszą połówką na wycieczkę do Lublina i Kazimierza Dolnego, więc akumulatorki są odrobinę naładowane. Wprawdzie w stolicy województwa lubelskiego przywitał nas deszcz, ale cóż… Nie można mieć wszystkiego:) Po powrocie do domu zaczęłam pracę nad nowym postem (notabene na zupełnie inny temat), ale w międzyczasie dostałam maila od jednej z Czytelniczek bloga – prosiła o poradę w kwestii poparzonej dłoni po jej zbyt bliskim kontakcie z wrzącą wodą. Uznałam, że może być to całkiem dobry temat na artykuł, w szczególności, że sama nie byłam ostatnio zbyt ostrożna przy obsłudze swojego piekarnika:) Czym możemy się ratować, jeżeli doznaliśmy niewielkiego poparzenia?


Poparzyłeś się? Co się wtedy dzieje z naszą skórą?

Jak wygląda poparzenie zapewne każdy z Was wie, bo nie znam osobiście osoby, która nigdy nie miała bliskiego kontaktu z nagrzanym żelazkiem, rozpryskującym się tłuszczem z patelni czy rozgrzanym naczyniem żaroodpornym. Jeżeli woda nie jest zbyt gorąca, a do patelni nie przyklejamy się na zbyt długo to będzie nas męczyć „wyłącznie” ból, zaczerwienienie skóry i delikatny obrzęk. Całe szczęście, tego typu oparzenie jest tylko niemiłym wspomnieniem już po kilku dniach, a wielu zapomina o nim już na kolejny dzień. Mówimy wówczas o oparzeniu I stopnia – zmiany dotyczą tylko najbardziej zewnętrznych warstw skóry, a całe zdarzenie nie pozostawia po sobie żadnych blizn.

Odrobinę gorzej jest, gdy zmiany dotyczą nie tylko naskórka, czyli zewnętrznej warstwy skóry, ale również skóry właściwej, czyli warstwy znajdującej się nieco głębiej. W miejscu oparzenia zaczynają pojawiać się charakterystyczne pęcherze (bąble) wypełnione bezbarwnym płynem surowiczym. Sama ich obecność nie jest problemem – wręcz przeciwnie, są one dla nas bardzo korzystne, bo stanowią warstwę izolującą głębsze partie skóry od tych wszystkich bakterii i innych maleńkich towarzyszy naszego życia. Całe szczęście, ten stopień oparzeń (IIa – oparzenia powierzchniowe) również nie pozostawia po sobie blizn. Trzeba jednak pamiętać, że poparzone w ten sposób miejsce stanowi idealne miejsce do zakażenia wszelkimi drobnoustrojami chorobotwórczymi – dbanie o jego odpowiednią higienę jest wówczas sprawą priorytetową, gdyż zakażone tkanki wymagają już tego, aby bezwzględnie zajął się nimi lekarz.

To by było na tyle jeśli chodzi o samodzielne leczenie oparzeń. Kolejne stopnie oparzeń (ubytki w naskórku, skórze właściwej i głębiej – nawet do mięśni i stawów) znajdują się już poza naszymi możliwościami. Całe szczęście, nie spotkałam się jeszcze z przypadkiem, aby ktoś chciał leczyć poważniejsze oparzenia na własną rękę:) Z delikatniejszymi zmianami możemy spróbować poradzić sobie samodzielnie. Co możemy zaproponować?

ogien_blogŹródło: Yashna M / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Środki chłodząco-łagodzące

Sprawa najważniejsza przy oparzeniu to oczywiście odpowiednie schłodzenie poparzonego miejsca. Całe szczęście, robimy to niemalże instynktownie i każdy z nas biegnie od razu do kuchennego czy łazienkowego zlewu. Pamiętajcie tylko, aby woda, którą polewacie ranę nie była zbyt zimna. Wiem, że najlogiczniejszym jest wsadzenie poparzonej dłoni do jak najzimniejszej wody, ale okazuje się, że niekoniecznie jest to dobry pomysł – zbyt niska temperatura może spowodować nasilenie uszkodzeń. Zaleca się, aby temperatura wody, którą będziemy schładzać naszą ranę miała ok. 20 stopni – zdecydowanie przyniesie nam to ulgę.

Woda to jednak nie wszystko. Czym jeszcze można się ratować? Tutaj na pomoc mogą nam przyjść pianki i żele chłodzące. Najpopularniejszy jest oczywiście stary, dobry Panthenol, który obecnie jest już produkowany bodajże przez kilka firm. Osobiście jestem fanką Panthenolu Forte Ice Effect Sprayuw składzie znajdziemy 9% D-pantenol (wbrew pozorom, to całkiem sporo w porównaniu z konkurencją) oraz witaminy przyspieszające regenerację skóry. Całość daje fajny, chłodząco-łagodzący efekt i naprawdę może przynieść ulgę naszej poparzonej skórze. A jak wrzucicie go wcześniej do lodówki to już w ogóle bajki:)

„Konkurencją” dla Panthenolu jest Thermcool występujący zarówno pod postacią aerozolu, jak i żelu. W składzie znajdziemy przede wszystkim chłodzący mentol, który zdecydowanie może nam pomóc w ciężkich chwilach. Mały haczyk – nie polecam Thermcoolu osobom z pękniętymi pęcherzami i innymi uszkodzeniami naskórka, gdyż mentol może delikatnie podrażniać oparzoną skórę. Osobiście tego nie przetestowałam (nie było większej potrzeby, odpukać!), ale takie opinie usłyszałam już od kilku osób, które próbowały w ten sposób leczyć poparzone dłonie. Całe szczęście, u osób z nieprzerwanym naskórkiem sprawdza się bezbłędnie i zdecydowanie może stanowić dobrą alternatywę dla tradycyjnego pantenolu.

Co jeszcze możemy zastosować? Hmmm… Można pokusić się również o stosowanie preparatu Thermi – jest to mieszanka żelowa o działaniu chłodząco-łagodzącym. Drobnym minusem jest to, że występuje on w formie żelu – aerozole mają tę przewagę, że podczas aplikacji preparatu nie dotyka się oparzonego miejsca. Jeżeli jednak oparzenie nie jest zbyt intensywne to nie zrobi Wam to większej różnicy. Warto również sięgnąć po żelowe kompresy zimno-ciepłe – niektórzy zaprzyjaźnili się z nimi przy okazji zwichniętych kostek czy spuchniętych kolan. Całe szczęście są wielokrotnego użytku :)

woda_blog4Źródło: Mohd Althani / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Preparaty pielęgnacyjne

Jeżeli na Waszej skórze nie pojawiły się żadne bąble i inne pęcherzowate twory to tylko się cieszcie, bo wasze „leczenie” oparzenia skończy się najprawdopodobniej tylko na kilku chłodnych okładach i popsikaniu dłoni pantenolem. W najgorszym przypadku skóra na drugi dzień się zaczerwieni, a jeszcze na kolejny – pojawi się na niej niewielki, ale bardzo mocno przeszkadzający strup. Sama się takiego ostatnio dorobiłam, kiedy przypomniałam sobie, że mój piekarnik ma niekoniecznie takie rozmiary, jak ten, który był w moim rodzinnym domu. Skóra się „ciągnie”, miejsce swędzi, a Ciebie tylko kusi, aby jak najszybciej pozbyć się niepożądanego gościa na skórze. Na pomoc mogą nam przyjść różnego typu maści i żele wspomagające regenerację naskórka. Całe szczęście, wybór na aptecznych półkach jest naprawdę spory, więc i wybierać jest w czym. Ale po kolei…

Wśród preparatów przyspieszających regenerację naskórka królują przede wszystkim te oparte na alantoinie. Występuje ona przede wszystkim w takich preparatach jak: Alantan, Alantan Plus (z dodatkiem łagodzącego dekspantenolu), Linodermie czy Alantandermoline. Dam sobie rękę uciąć, że słyszeliście chociaż o jednym z nich. Alantoina ułatwia gojenie się ran, działa przeciwzapalnie i przyspiesza regenerację naskórka. Z tych wszystkich preparatów zdecydowanie najczęściej polecam Alantandermoline - chyba najmniej rozreklamowany, ale w składzie znajdziemy alantoinę, dekspanthenol, a nawet witaminy się znajdą:)

Druga grupka to preparaty na bazie propolisu, zwanego inaczej kitem pszczelim. Pszczółki wykorzystują do go uszczelniania ula, a my – do walki z oparzeniami i innymi uszkodzeniami naskórka. Propolisowi przypisuje się właściwości co nie miara – nas najbardziej interesuje to, że przyspiesza on regenerację naskórka i działa bakteriobójczo, dzięki czemu nasza ranka będzie się trudniej podkażać. Na naszym farmaceutycznym podwórku propolis występuje w maściach o stężeniu od 3-7%. Zdecydowanie jest to ciekawa alternatywa w stosunku do alantoiny, w szczególności dla osób, które preferują bardziej naturalne metody leczenia. Haczyk – propolis może uczulać, choć nie zdarza się to jakoś wybitnie często.

Co jeszcze? Swoje zadanie spełni również najzwyklejsza maść na bazie witaminy A – na rynku znajduje się kilka produktów o podobnym składzie. Zazwyczaj zawierają one ok. 400j.m. witaminy A, chociaż Retimax 1500, jak sama nazwa wskazuje zawiera jej już 1500j.m, a cena niekoniecznie jest dużo wyższa:) Można również wybrać Linomag, Maść tranową (zawiera witaminę A oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe) czy Bepanthen na bazie dekspantenolu. Jest w czym wybierać:)


Pojawił się bąbel? Nie przebijaj go!

Jednym z największych błędów, jaki wszyscy popełniamy jest przebijanie bąbli, jakie pojawiają się na skórze w wyniku poważniejszych oparzeń spowodowanych chociażby wrzącą wodą. Wiem, że jest on nieestetyczny i niekiedy kosmicznie przeszkadza, ale pamiętajcie – nie powinniśmy go samodzielnie przebijać. Koniec kropka. W ostateczności może to zrobić osoba, która chociaż odrobinę będzie wiedziała jak się za to zabrać i nie dopuści do zakażenia. A więc wiecie – rękawiczki, kompresy, środki dezynfekujące i tak dalej, i tak dalej…

Pęcherze po oparzeniach to martwa warstwa skóry pod którą zbiera się bezbarwny, surowiczy płyn, a w środku rozgrywają się różnorodne procesy, w których biorą udział czynniki zapalne czy komórki układu odpornościowego. Powierzchnia pęcherza jest ostatnią linią obrony przed wszelkimi bakteriami, które występują w naszym środowisku – samodzielne jego przebicie sprawi tylko, że nasza skóra stanie się idealnym miejscem wniknięcia dla wszelkich niepożądanych gości. Skutek? Zakażenia, które wymagają już konkretniejszej pomocy niż tylko pianka chłodząca i jakaś maść na regenerację naskórka – niekiedy konieczna jest antybiotykoterapia czy specjalne opatrunki na bazie srebra. Oczywiście, nie zawsze to wystąpi, ale zdecydowanie nie warto robić sobie kłopotów tylko dlatego, że bąbel jest niewygodny. Z tego też względu chuchajcie, dmuchajcie i dbajcie o Wasz pęcherz, a przy dobrych wiatrach sam się z czasem wchłonie albo przynajmniej zacznie pękać dopiero w momencie, gdy nasza skóra jest już chociaż odrobinę podgojona.

nalesniki_blogŹródło: flossyflotsam / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Pęcherz pękł – co robić? Punkt pierwszy – dezynfekcja!

Ehhh… Teoria teorią, a życie swoją drogą. Czasem pęcherz jest tak ulokowany albo jest po prostu tak duży, że nieważne jak delikatnie byśmy się z nim obchodzili pęknie i tak. Nie ma co załamywać rąk – nie Wy pierwsi, nie ostatni. Miażdżąca część pęcherzy pęka i tak, a od nas zależy już tylko jak odpowiednio się z nim obejść, aby na pękniętym pęcherzu się skończyło. Najważniejsza jest tutaj oczywiście dezynfekcja – wszystko w imię tego, aby do środka nie dostały się żadne niepożądane mikroby.

Co można wykorzystać? Mała rada – darujcie sobie tradycyjny spirytus salicylowy, bo jak zacznie Was piec to dojdziecie do wniosku, że to poparzenie nie było wcale takim dużym problemem. Nie poleca się nawet do końca wody utlenionej. Zdecydowanie lepszym pomysłem będzie Octenisept - spray dezynfekujący do stosowania na skórę i błony śluzowe. Nie dość, że posiada bardzo szerokie spektrum działania, bo wybija i bakteria, i wirusy, i grzyby to jeszcze jest bezbolesny w stosowaniu – o szczypaniu możecie zapomnieć. Jego wadą jest jednak cena (ok. 20zł za 50ml), ale całe szczęście w aptece znajdziemy również kilka innych preparatów o podobnym działaniu. Można pokusić się również o stosowanie Rivanolu, pamiętajcie tylko, że lubi on wszystko brudzić na żółto:)


Preparaty przyspieszające gojenie

Dalsze postępowanie z naszym oparzeniem zależy w dużej mierze od tego, jak wygląda nasza skóra. Czy coś się z niej sączy? Czy chorujemy na cukrzycę i rany się na nas wyjątkowo trudno goją? A może wszystko ładnie obeschło, a nam dokucza po prostu przesuszona, podrażniona skóra?

Jeżeli jesteśmy ostatnim przypadkiem to zdecydowanie powinny wystarczyć preparaty, o których już pisałam – pantenol w piance, preparaty na bazie alantoiny czy maść tranowa. Można je stosować nawet kilka razy dziennie – pamiętajcie tylko, aby wcześniej wszystko odpowiednio zdezynfekować.

Dla „cięższych” przypadków lubię polecać Hydrosil, który pojawił się w miejscu Flamozilu. Jest to żel hydrokoloidowy występujący zarówno w postaci pianki, jak i w formie standardowego żelu (w tubie). Jego dużym plusem jest to, ze wytwarza on odpowiednie środowisko do gojenia się rany, więc nasza ranka schowana pod hydrokoloidową kołderką będzie miała możliwość szybszego się zagojenia. W składzie znajdziemy również srebro – nie są to może ogromne ilości, ale jak to mówią – lepszy rydz niż nic:) Srebro wykazuje działanie dezynfekujące i chociaż cytrynian srebra został tutaj wykorzystany głównie jako środek konserwujący to i nasza ranka coś z tego będzie miała. Hydrasil ma troszkę „niestandardowe” dawkowanie – wiecie, że pojedyncza aplikacja pozostaje na skórze nawet do 3 dni? Preparat nakłada się na zdezynfekowaną skórę grubą warstwą – nawet do 1cm, a następnie zakrywa się wszystko jałowym kompresem i pozostawia do wchłonięcia się całego żelu. Z początku może to potrwać nawet do 3 dni, później, w miarę gojenia się rany, odrobinę krócej.

Warto również zainteresować się preparatami spod marki Solcoseryl – opierają się one o bezbiałkowy dializat z krwi cieląt, który przyspiesza regenerację tkanek. Za godny polecenia uważam również Curiosin - żel oparty o hialuronian cynku.

I to by było na tyle jeśli chodzi o leczenie oparzeń. Niby niewiele, ale z pewnością można dobrać coś dla każdego. Niezależnie jednak od tego, które preparaty wybierzecie, pamiętajcie o jednym – jeżeli na uszkodzonej skórze pojawi się jakikolwiek ropny, podbarwiony na żółto czy zielono wysięk to od razu skierujcie swoje kroki do lekarza. Nie zignorujcie tego, dobrze?

I uważajcie na smażące się kotlety, gotujące się herbaty czy pełne pyszności piekarniki. Ja tam poparzona chodzić nie lubię:) A jakie preparaty Wy moglibyście polecić do stosowania? Jak radzicie sobie z oparzeniami?

Zdjęcie główne: flossyflotsam / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Facebook0Google+0Twitter0Email

11 komentarzy o: “Poparzyłeś się? Co można z tym zrobić? Jak radzić sobie z niewielkimi oparzeniami na skórze?

    • Faktycznie, zapomniałam o starych, dobrych opatrunkach aktywnych:) Granuflexy zdecydowanie mogłyby być wykorzystanie w terapii poważniejszych oparzeń, podobnie zresztą jak (chyba nawet popularniejsze) Aqua-gele, czyli przezroczyste opatrunki hydrożelowe.
      Dziękuję za sugestię!

      • Świetny jest Entil Oparzenia, przede wszystkim przestaje boleć bardzo szybko po posmarowaniu. Jedyna wada – trzeba pamiętać o nałożeniu cienkiej warstwy, jeżeli nałoży się zbyt dużo wtedy boli jeszcze bardziej dopóki żeli się nie wchłonie.
        Co do wody utlenionej – w tej chwili jest niepolecana w ogóle do stosowania na uszkodzona skórę. Przez swoje właściwości cytotoksyczne utrudnia gojenie a do tego aplikacja jest bardzo bolesna i powstają brzydkie blizny. Także czy to oparzenie czy skaleczenie proponujmy inne, lepsze środki.

        • Z tego właśnie względu wspomniałam, że woda utleniona nie jest polecana:) Ciężko to jednak wytłumaczyć osobom, które poszukują najtańszego środka dezynfekującego. W momencie, gdy widzę, że mamy do wyboru: woda utleniona albo nic to wolę chyba, żeby wziął wodę utlenioną i chociaż odrobinę zajął się tą raną. Inna alternatywa to stara, dobra sól fizjologiczna (która notabene jest o wiele częściej zalecana), ale jakoś ciężko przekonać niektóre osoby do tego pomysłu:)

  1. Witam, właśnie przeczytałam ten artykuł i w głębi duszy rozpiera mnie duma, ponieważ chyba matczyna intuicja podpowiedziała mi co robić. Moja 6-letnia córka poparzyła się kilka dnia temu przy nadgarstku (o baterię łazienkową,którą płyną strumień wrzącej wody do kąpieli) podejrzewam że było to oparzenie II st, najpierw silne pieczenie, potem duży rumień,w końcu bąble które zlały się w jeden wielki bąbel, który w efekcie pękł. Mając pod ręką maść z wit A nie zastanawiając się długo na noc i rano smarowałam obrzęk tą właśnie maścią, uważaną przezemnie za cudo do wszystkiego. Ponieważ mam też półroczną córeczkę posiadam do pupy alantan dermoline zielony w maści którym postanowiłam pielęgnować obrzęk w następnym jego stadium, natomiast wczoraj kiedy bąbel pękł nie zastanawiając się w ogóle od razu ranę popsikałam octaniseptem,następnie nadal smarujemy alantanem.Muszę przyznać ,że potem główkowałam czy napewno dobrze mi ta moja intuicja podpowiada, czy nie zrobiłam jeszcze większego spustoszenia na tej delikatnej skórze,nie radząc się nikogo bardziej doświadczonego , ale czytając ten artykuł wydaje mi się że postępuję dobrze. Co Pani o tym myśli, czy mogę jeszcze jakoś zaradzić aby nie pozostała blizna? Pozdrawiam Agnieszka 26lat matka 2 ślicznych córeczek :)

    • Witam!
      Mam nadzieję, że powoli rana już wygaja:) Nikt nie chciałby przecież, aby zostały brzydkie ślady. Moim zdaniem bardzo dobrze Pani zrobiła i z Pani opisu wnioskuję, że po takim oparzeniu nie powinna zostać żadna blizna. Sama zaliczyłam kiedyś takie oparzenie i całe szczęście śladu brak:)
      Zasadniczo preparaty, które Pani stosuje powinny wystarczyć – nic Pani nie pisze o problemach z ranką, więc domyślam się, że wszystko ok. Oprócz Alantanu można zastosować jeszcze opatrunek DuoDerm ExtraThin – jest to opatrunek tzw. hydrokoloidowy, który zapewnia wilgotne środowisko – w takich warunkach rany goją się lepiej. Jego dużym plusem jest to, że zdejmuje się go nawet po 7 dniach, a w międzyczasie całość jest chroniona przed środowiskiem zewnętrznym, a więc wszystkimi mikrobami i zanieczyszczeniami:)

  2. Spotkałam się kiedyś z teorią, że poparzonych miejsc nie powinno się natłuszczać. Szczerze mówiąc, trochę się skrzywiłam, bo ja zawsze poparzone miejsca smaruje tłustym alantanem (zresztą to mój nr 1 we wszystkich przypadkach wymagających szybkiego wygojenia;) Nawet we wskazaniach są uwzględnione poparzenia. Co Pani sądzi na ten temat?

    • Osobiscie jestem zwolenniczka natluszczania poparzonych miejsc. Wszystko oczywiscie w granicach rozsadku, aby skora miala mozliwosc oddychania. Sama zreszta przetestowalam na sobie takie postepowanie – jezeli skora nie byla odpowiednio nawilzona to zaczynala sie nieprzyjmnie ciagnac, co wcale nie poprawialo komfortu.
      Kilka razy slyszalam jednak o tych zaleceniach – w planach mam dokladniej sie nimi zainteresowac, ale to dopiero jak wroce z urlopu:)

  3. Znów się oparzyłem – szukałem informacji, co „położyć” na bąblą i na natrafiłem na twojego bloga. Proszę mi wybaczyć „per ty”(:, będzie łatwiej.

    Zjadłem szybko ten artykuł. Z racji tego, że jestem w pewnej firmie x inżynierem i zajmuję się siłowniami parowymi, to często zdarza mi się tu i ówdzie poparzyć. Bardzo przykre doświadczenie, wystarczy chwila nieuwagi.
    Przetestowałem kilka produktów z artykułu. Panthenol jest okej, ale do momentu zaczerwienienia. No i się dość mocno majga i szybko wysycha. Łagodzi w miarę. Szybki w użyciu, polecam na lekkie podrażnienia.
    Kiedyś kilka razy z braku niczego innego pod ręką użyłem solcoserylu. Myślę, że lepiej się sprawdził niż poprzednik, z minusem za szybkie wysychanie. Jestem zwolennikiem intensywnego nawilżania, to chyba skóra lubi, tak? Bardzo szybko wysycha mi skóra twarzy, a jedynym kremem, który ona znosi jej Nivea. Praktycznie każdy inny krem powoduje natychmiastowe pieczenie. Kilka dni temu próbowałem po goleniu, kremu AA. Trudno go w u mnie w Wielkopolsce zdobyć, jest mniej tłusty, a skóra o niebo lepsza. Czuć małe ciepło przez kilka sekund po nałożeniu i to wszystko.
    Może mogłabyś doradzić coś innego?

    Codziennie jestem narażony na wredne promieniowe nadfioletowe i niebieskie, jako efekt uboczny spawania w osłonie gazu obojętnego. Proszę mi uwierzyć, że kilkuminutowa ekspozycja, nawet jako osoba postronna potrafi nieźle poparzyć. A poparzenia te często ujawniają się dopiero w nocy, kiedy mocno swędzi szyja, czy niespodziewanie bolą oczy. Co wtedy? Polecam profilaktycznie i już po fakcie Cetaphil. Natomiast obowiązkowo, każdy z branży krem zagraniczny Pruv. Niestety w Polsce nigdy nie spotkałem preparatu filtrującego wredne UVC. A Pruv jest bardzo drogi, ale być musi.

    Dodatkowo polecam na oparzenia, gdy się już naprawdę nic nie ma – potarte ziemniaki. Ile to ja już razy spałem w takim przecierem na twarzy i oczach – chyba szybko zbijają gorączkę w oku, tak działają? Próbowałem wiele typów „kropelek”, z różnej półki. Żadnego efektu. Natomiast ziemniaki – istne antidotum. Jedynym problemem jest szybkie ich wysychanie, wymóg leżenia na wznak, ale ból czyni cuda.

    Chciałem również wspomnieć, o niedocenionym tutaj argosulfanie. Zdarzyło mi się kilka razy nabawić nie tylko naskórka, ale ze zniszczeniem skóry. Pewna już śp. pani Doktor zapisała mi właśnie ten krem – miałem oparzona dwa podudzia, towarzysz ropień się pojawił. W każdym bądź razie nogi się ślizgały. Kazała smarować argosulfanem, owinąć gazą. I tak dwa razy dziennie. Wszystko świetnie się zagoiło.
    Jakiś czas temu poszedłem znów po argosulfan i zostałem poproszony o receptę. Szkoda, że tak dobry kremik za 10 złotych jest tylko na świadczenie.

    Najważniejsze jest staranne unikanie zagrożeń!

  4. Natłuszczanie jest ok w procesie gojenia ale dopiero po schłodzeniu miejsca oparzenia. Nie należy smarować chwilę po oparzeniu ponieważ tłuszcz szybko nagrzewa się od oparzenia i utrzymuje ciepło w naskórku.

  5. gdy pękł ten ‚bąbel’, czy mogę stosować rivanol (w tabletkach rozpuszczonych według ulotki) na to miejsce? Nie jestem całkiem pewna, ale nie mam na razie nic innego pod ręką oprocz maści Dermazin

Odpowiedz na „BrombiszonekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *