Niedzielne Trzy po Trzy: Preparaty na zakażenia dróg moczowych.

Coś czuję, że ten cykl weekendowych wpisów stanie się niedługo moim ulubionym. W każdą niedzielę piszę Wam o trzech preparatach, które uwielbiam i o trzech, które mojej sympatii nie zdobyły. A że zawsze byłam osobą która mądrzyć się lubi to taki cykl jest dla mnie wręcz idealny:) Dzisiaj będzie jednak troszkę inaczej, bo naprawdę ciężko było mi znaleźć trzy preparaty, które bym z hukiem wyrzuciła z apteki, a za to znalazło się kilka do których mam słabość – spodziewajcie się więc aż 5 specyfików, które polecam i jedynie dwóch, które znajdują się na drugim biegunie zestawienia. Tym razem na warsztat wzięłam specyfiki na naszą kobiecą bolaczkę – zakażenia dróg moczowych. Sezon letni w pełni, więc i pewnie takich przypadków będzie więcej – w końcu nie jest żadną tajemnicą, że przesiadywanie wieczorami na plaży, w samym bikini czy kąpiele w morzu kończą się u wielu pań takim zapaleniem. Sama nie jestem w tej kwestii wyjątkiem – jak to prawdziwa kobieta epizodów takich zaliczyłam już kilka, więc i środków mam już kilka przetestowanych. Chcecie wiedzieć, które sprawdziły się u mnie najlepiej, a których nie tykałam sama i nikomu do tej pory nie polecam?


1. Fitolizyna

Długo zastanawiałam się, który preparat umieścić na pierwszym miejscu, bo mówiąc szczerze ulubieńców mam dwóch: uroFuraginum oraz Fotolizynę właśnie. Ostatecznie padło jednak na ziołową pastę, która może nie jest najsmaczniejsza i najbardziej wygodna w stosowaniu, ale ma kilka zalet, które sprawiają, że góruje nad super-mega-popularną furaginą.

Stali czytelnicy bloga pamiętają może Fitolizynę z mojego artykułu o kamieniach moczowych. Wychwalałam wówczas jej zalety i namawiałam Was na jej spróbowanie, gdy męczą Was dolegliwości związane z kamicą nerkową. I tak samo jak świetnie sprawdza się w kamicy nerkowej, tak samo świetnie sprawi się przy zakażeniach dróg moczowych. Dlaczego? Bo to prawdziwa bomba moczopędno-przeciwzapalna. W środku znajdziecie perz, cebulę, brzozę, kozieradkę, pietruszkę, nawłoć, skrzyp, lubczyk, rdest ptasi w połączeniu z olejkami eterycznymi – miętowym, szałwiowym, pomarańczowym i sosnowym. Musicie przyznać, że brzmi to naprawdę ciekawie:) Tylko ta postać… Niestety nie jest to super-wygodna tabletka, ani smaczna herbatka do picia - Fitolizyna ma postać pasty, którą wyciskamy z tubki i rozpuszczamy w ciepłej wodzie. Wygląda to średnio, smakuje też nie najlepiej, ale jak to ktoś kiedyś powiedział: „Lek ma działać, a nie smakować”. I faktycznie, coś w tym jest:)

kobieta_blog3Źródło: Nathan O’Nions / Foter / CC BY

Fitolizynę lubię przede wszystkim za to, że nie wywołuje tolerancji. Pamiętacie jak dawno, dawno temu próbowałam Was przekonać, że leczenie zwykłego bólu gardła antybiotykami nie jest dobrym pomysłem? Pisałam Wam wówczas o tym, jak to bakterie uczą się walczyć z lekami – wytwarzają różne, skomplikowane mechanizmy dzięki którym są w stanie stawić im czoła. Taka ewolucja sprawia, że po pewnym czasie nie mamy już czym walczyć z bakteriami, bo ze wszystkim się już oswoiły. Furagina robi to samo – wprawdzie wolniej i w mniejszym stopniu, ale długotrwałe jej stosowanie może do takiego cuś doprowadzić. I czym będziecie później leczyć zapalenie pęcherza? No właśnie.

Fitolizynę można również bez problemu łączyć z alkoholem. Minusem jest to, że do toalety gania się wówczas nieprzyzwoicie wręcz często – w końcu sama w sobie zawiera środki moczopędne, a jak dorzuci się do tego piwko na plaży to już w ogóle szał. Wolę jednak pójść z torbami na płatne toalety nad polskim morzem niż zaserwować sobie reakcję podobną do tej, którą miałam po wymieszaniu furaginy z alkoholem. Raz wystarczył – za drugi raz podziękuję. Do tego podpowiem, że Fitolizyna daje mniej interakcji z lekami – był taki czas, kiedy uroFuraginu stosować po prostu nie mogłam i to właśnie wtedy ratowała mnie ta ziołowa mieszanka.

Ciekawostka: interesującą alternatywą dla Fitolizyny jest również Nefrobonisol - płyn doustny o działaniu moczopędnym.


2. uroFuraginum

Upór uporem, ale nie ma co ukrywać - uroFuraginum jest i pewnie jeszcze długo będzie najskuteczniejszym preparatem na zakażenia dróg moczowych. Przyznaję to otwarcie i sama zawsze mam jedno jej opakowanie w wyjazdowej apteczce, obok tych wszystkich Ibupromów i plasterków na odciski. Po prostu furagina jest i zawsze będzie dla mnie lekiem drugiego rzutu – biorę się za nią dopiero wówczas, gdy zakażenie rozkręca się na dobre i ziółka przestają pomagać.

Samej furaginy nie trzeba chyba nikomu zbytnio przedstawiać – ciężko by było znaleźć popularniejszy wśród kobiet preparat, a „takie małe, żółte tabletki” są znane nawet paniom w wieku bardzo mocno zaawansowanym. Nie będę jednak za długo się nad nią rozwodzić, bo post o uroFuraginum został napisany jeszcze do szuflady, na długo przed startem bloga. To właśnie wtedy furagina wychodziła bez recepty i rozpoczął się na nią prawdziwy szał. Skończyły się również błagania o opakowanie tabletek bez recepty, bo do lekarza za daleko - uroFuraginum jest dokładną kopią preparatu dostępnego na receptę (chwyt nawet popularny), więc nikt się nawet nie krzywi:)

Zawsze jednak będę powtarzać to samo: nie stosujcie furaginy od razu na pierwsze szczypnięcie i problemy z toaletą – wiele zakażeń dróg moczowych można zlikwidować przy użyciu delikatniejszych środków. I nigdy nie łączcie jej z alkoholem – zaczerwieniona twarz, nudności, wymioty i przyspieszony rytm serca to nie mit. Niestety, przetestowałam to sama.

furagina_blogŹródło: Luis Hernandez – D2k6.es / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

3. Urinal Intensiv i Żurawina Uro-Complex.

Myślę, że pokuszę się kiedyś o napisanie całego postu o lekach na zakażenia dróg moczowych. Uświadomiłam sobie, że do tej pory traktowałam ten temat tak troszkę po macoszemu – kilka słów tutaj, kilka słów w innym poście. Całe szczęście, nie było aż tak źle – tematu żurawiny bynajmniej nie ominęłam. I chociaż osobiście żurawinę stosuję jako dodatek do musli albo do pieczeni według przepisu mamy to doceniam również prozdrowotne działanie tych owoców – jako kobieta w szczególności zwracam na to uwagę:)

Żurawina jest dla nas o tyle korzystna, że związki w niej zawarte hamują przyleganie komórek bakteryjnych do ściany pęcherza moczowego. Dla nas jest to sytuacja baaardzo korzystna, bo skoro bakteria nie ma się czego chwycić to poleci wraz ze strumieniem moczu podczas kolejnej wizyty w toalecie. Dodajcie do tego nadprogramowy litr wody i bakterie nie będą miały szans. Do tego sam kwas hipuronowy (występujący w owocach żurawiny) ma działanie przeciwbakteryjne, a dodatek kwasów organicznych świetnie zakwasza mocz, czego bakterie bardzo nie lubią. I jak tu z tego nie skorzystać?

Preparatów żurawiny jest w aptece co nie miara – osobiście mam jednak słabość do dwóch: do Urinalu Intensiv oraz Żurawiny Uro-Complex ze stajni Olimpu. Wrzuciłam je tutaj razem, bo i zawartość żurawiny jest tutaj podobna. Oba zawierają po 36mg proantocyjanidyny, czyli tych mega-ważnych związków z wyciągu żurawiny. A że wbrew pozorom, 36mg to wcale nie tak mało to i polecać preparaty warto. Szkoda tylko, że oba te preparaty są suplementami diety – tutaj jednak całkowicie nieprofesjonalnie przymykam na to oko, bo oba preparaty stosowałam i skuteczność mnie zadowoliła. Poza tym mam słabość do Olimpu. Boże, jakie to babskie…

Przewagą Żurawitu Uro-Complexu jest dodatek ziół, które wspomagają działanie żurawiny – znajdziecie tam skrzyp polny, zieloną herbatę, pokrzywę i owies zwyczajny. I chyba nawet wychodzi taniej niż Urinal, więc sami rozumiecie:)

Pamiętajcie tylko, żeby preparaty stosować ostrożnie, jeżeli bierzecie jednocześnie leki przeciwzakrzepowe. Chyba, że macie ochotę na potencjalny krwotok z nosa.

zurawina_blogŹródło: Muffet / Foter.com / CC BY

Nagroda specjalna: Urosal

Urosal to swoista sierotka na naszej półce, bo mimo tego iż w aptekach mamy całe morze zamienników i preparatów o podobnym działaniu to nie wiem, czy do Urosalu znalazłabym coś podobnego. Chyba tylko uroFuraginum, ale i tutaj porównanie jest bardzo mocno naciągane, bo działają one kompletnie inaczej. Nie zmienia to faktu, że Urosal to jeden z najstarszych i najskuteczniejszych specyfików stosowanych w leczeniu zakażeń dróg moczowych. I wiecie, że to lek, a nie suplement?

Urosal w swoim składzie zawiera dwie substancje: metenaminę oraz salicylan fenylu. Pierwsza z nich jest bardziej znana z preparatów przeciwpotnych (znajdziecie ją w kilku zasypkach na nadmierną potliwość stóp), ale i tutaj świetnie spełni swoje zadanie, bo działa przeciwbakteryjnie – skrzętnie to wykorzystamy do walki z bakteriami atakującymi nasze drogi moczowe. Przeciwbakteryjnie działa również fenol, który powstanie po rozpadzie salicylanu fenylu. Z drugiej natomiast połówki tego związku powstaną cząstki hamujące stan zapalny. Skład z pewnością jest oryginalny i chociaż to jedyny preparat z tej całej gamy, którego nie stosowałam to jednak opinie na jego temat były zdecydowanie pozytywne. Szkoda tylko, że jest to jeden z tych preparatów, które w ogóle się nie reklamują – jestem pewna, że wówczas byłby zdecydowanie popularniejszy.

Ale starczy tych pochwał – idziemy w drugą stronę! Do których preparatów jestem kompletnie nieprzekonana?


1. Naturaginum Bio

Obetnijcie mi obie ręce, ale Naturaginum Bio to chyba jeden z najnowszych preparatów, jakie można dostać na naszym farmaceutycznym podwórku. Przynajmniej dopiero niedawno go dostrzegłam – na pewno jednak wiele nie straciłam, bo skład zdecydowanie nie zachwyca.

Naturaginum Bio został wypuszczony przez producenta uroFuraginum, który zapewne liczył, że podobna szata graficzna i zbliżona nazwa pomoże mu się wypromować na plecach ich hitowego produktu. No cóż, patrząc na skład tych tabletek powiem, że jeżeli grafika i nazwa nie pomoże to już nie wiem, co będzie w stanie to zrobić. Owoców żurawiny jest tyle, co kot napłakał (20mg) i nawet dodatek pokrzywy, pietruszki i witaminy C niewiele mu pomoże. Dodatek bakterii kwasu mlekowego również nie jest jakąś nowością – na rynku znajdziemy już kilka takich preparatów typu 2w1. Także sorry, ale nie. W szczególności, że preparat kosztuje ponad 25zł – za taką cenę zdecydowanie można znaleźć coś lepszego.

dziewczyna_blogŹródło: Omarukai / Foter.com / CC BY

2. Żurascin Uro

Tak jak pisałam Wam już na początku – wśród preparatów na zakażenia dróg moczowych znalazłabym kilka specyfików dobrych, całe morze średnich, ale ciężko byłoby mi wybrać takie, które po prostu uważam za kiepskie. Żurascin Uro niestety do takich należy. Nie przyczepię się może do samego składu tych tabletek, bo w środku mamy standardowo już żurawinę, pokrzywę i nawet witamina C się znajdzie. Nie. Po prostu po raz kolejny patrzę krytycznie na zastosowane dawki – nie wiem jak Was, ale mnie 30mg żurawiny czy 80mg kwasu askorbinowego nie zachwyca. Zresztą, chyba nie tylko mnie, bo akurat Żurascin Uro to chyba jeden z najsłabiej sprzedających się preparatów z tej kategorii produktowej. A skoro skład średni i sprzedaje się kiepsko, to po co go trzymać? Dobre pytanie, prawda? To w międzyczasie zadam inne:

Jakie preparaty Wy polecacie? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!

Zdjęcie główne: Jitterousperth / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Czym jest Niedzielne Trzy po Trzy?
To weekendowa seria wpisów, w których przedstawiam Wam trzy specyfiki, które uważam za godne polecenia i trzy, do których nie jestem absolutnie przekonana i które uważam za stratę miejsca na półce. W każdą niedzielę na blogu.

Facebook0Google+1Twitter0Email

6 komentarzy o: “Niedzielne Trzy po Trzy: Preparaty na zakażenia dróg moczowych.

  1. A ja mam zapytanie praktyczne: czy wg Ciebie stosowanie np. preparatów żurawinowych codziennie, czyli profilaktycznie, ma sens? Czy Ty sięgasz po te środki dopiero w momencie dolegliwości? Furagina – wiadomo. Ale np. Urinal? Sama często borykam się z takim zakażeniami i zastanawiam się, jak się bronić.

    • Dawniej stosowałam preparaty żurawinowe również profilaktycznie – teraz ich nie stosuję, bo dają mi interakcje z lekami:)
      Dla mnie żurawina ma działanie głównie zapobiegające zapaleniom, natomiast w terapii takich mocniejszych zakażeń stosuję ją głównie wspomagająco (lub samodzielnie przy zakażeniach słabszych).
      Jako profilaktyczne stosowanie tych preparatów preferuję preparaty w odrobinę mniejszych dawkach – chociażby właśnie zwykły Urinal. Takie specyfiki mocniej skoncentrowane (jak np. Urinal Intensiv) idą natomiast w momencie wystąpienia dolegliwości. Zresztą, nawet producenci zalecają, aby nie stosować ich dłużej niż 5-10dni.

    • Standardowo, w aptece Antinalu nie uświadczysz – jest to preparat, który w Polsce nie jest zarejestrowany, więc apteki nie mogą prowadzić nim obrotu. Podobno opiekunowie wycieczek do Egiptu sprzedają opakowania tego specyfiku, tylko cena jest podobno zabójcza, bo słyszałam nawet o kilkudziesięciu złotych za opakowanie. Ale…

      Jak się przyjrzeć składowi Antinalu to okazuje się, że jest to nic innego jak nasz stary, dobry, polski Nifuroksazyd 200. W składzie Antinalu znajduje się 200mg nifuroksazydu, czyli substancji o działaniu typowo przeciwbakteryjnym. W składzie naszego polskiego specyfiku – to samo, więc teorie o tym, jakoby egipski odpowiednik był lepszy to można sobie w buty wsadzić, żeby być wyższym. Osobiście proponuję zaopatrzyć się w Polsce w Nifuroksazyd (kosztuje ok. 10zł), a resztę pieniędzy przeznaczyć na bilet do jakiegoś bombowego muzeum:)
      P.S. Taki sam skład ma również Endiex – jego również można bez problemu dostać w praktycznie każdej, polskiej aptece:)

  2. Cieszę się, że propaguje Pani Fitolizynę. Po ostatnim zapaleniu pęcherza jestem jej wielką fanką, bo dotychczas na lekkie zapalenie stosowałam urofuraginum, ale koleżanki z pracy opowiedziały mi o cudownej, naturalnej paście. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę.

    Na cięższe zapalenie zawsze idę do lekarza i dostaję antybiotyk co skutkuje ogromną biegunką i wyniszczoną florą. Po Pani tekście i lekturze serwisów z lekami dochodzę do wniosku, że Urosal mógłby być alternatywą w takich sytuacjach (silny, bez recepty, działa na wiele szczepów bakterii). Czy on też niszczy tak florę jak antybiotyki? Jeśli nie, a działa podobnie, to niepokojąca jest miłość lekarzy do antybiotyków…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *