Zamiennik, odpowiednik, generyk – co to jest? Porozmawiajmy przy kawie o lekach odtwórczych.

Czy odpowiedniki są identyczne z lekami oryginalnymi?

Pytanie, które najczęściej zadają osoby przy okienku dotyczy tego, czy generyki są identyczne z lekami oryginalnymi. Tutaj niestety nie da się tego powiedzieć. Substancja lecznicza jest identyczna, taka sama jest jej dawka, a postać leku jest taka sama jak w przypadku oryginału – to fakt. Haczyk polega jednak na tym, że substancje pomocnicze mogą być różne w zależności od preparatu.

Największą uwagę zwracamy oczywiście na substancję leczniczą, bo to ona będzie nas leczyć. W Amlopinie jest to wspomniana już amlodypina, w Ketonalu - ketoprofen (lek przeciwbólowy i przeciwzapalny), a w Apapie – paracetamol. Obok nich występują jednak najróżniejsze substancje zwane popularnie pomocniczymi. To są te wszystkie tlenki tytanu, laktozy i inne kwiatki, które sprawiają, że tabletka ma taki, a nie inny kolor, że zawiesina ma smak truskawkowy, a czopki – określoną temperaturę rozpuszczania. Zazwyczaj nie zwracamy na nie kompletnie uwagi, bo nie powinny mieć one absolutnie żadnego działania leczniczego. I faktycznie, zazwyczaj nie mają, chociaż mogą wpływać na uwalnianie leku np. z tabletek – stąd się biorą chociażby różnice w badaniach biorównoważności. Większym jednak problemem jest to, że mogą one dawać reakcje alergiczne czy powodować zaburzenia żołądkowo-jelitowe, a to już może narobić nam poważnych problemów.

Część osób rezygnujących z odpowiedników skarży się, że toleruje je gorzej niż poprzednie leki. Ok, może tak być, nie twierdzę, że nie. Winą jednak za to trzeba obarczać substancje pomocnicze, a nie samą substancję leczniczą. Bo jeżeli ta nieszczęsna amlodypina nie robiła Wam problemu wcześniej to nie zrobi i teraz. Jeżeli jednak macie nietolerancję laktozy i antybiotyk bezlaktozowy wymieniliście na ten z dodatkiem cukru… No cóż, tutaj może być już różnie:) Bardzo mocną przesadą będzie, jeżeli ktoś powie, że odpowiedniki dają reakcje alergiczne, a oryginały są bezpieczne. Bzdura to niemiłosierna, bo tak samo jak może uczulić laktoza z odpowiednika, to tak samo może uczulić tlenek tytanu z oryginału. Także tutaj odpowiedników będę bronić. Jak tego uniknąć? Przede wszystkim powiedzieć na co jesteśmy uczuleni. Farmaceuta rentgenu w oczach nie ma i sam z siebie nie zgadnie. I tak samo jak można poprosić o probiotyk bez glutenu, tak samo można poprosić o odpowiednik bez czegoś tam. To naprawdę nie boli.

pieniadze_blog2Źródło: Muffet / Foter.com / CC BY

Których leków lepiej nie zamieniać?

Wiecie, co jest paradoksem? To, że ustawa refundacyjna zmusza nas farmaceutów do informowania o możliwości nabycia odpowiednika – za nieprzestrzeganie tego podobno są kary (całe szczęście, mnie ominęło, odpukać:) i to wcale nie takie niziutkie. Gdy przychodzi jednak co do czego i jesteśmy pytani o nasze zdanie w kwestii zamienników to wielu farmaceutów powie, że… odpowiedniki nie będą dobrym pomysłem. Wygląda to trochę nieprofesjonalnie, nie sądzicie? I chociaż NFZ chciałby żebyśmy wymienili wszystko – od antybiotyku przez leki nasenne po te przeciwpadaczkowe – to jednak osobiście nie jestem zwolenniczką zamieniania wielu preparatów.

W szczególności nie lubią wymieniać leków stosowanych w chorobach układu nerwowego. Alzheimer, padaczki czy schizofrenie są tak delikatnymi chorobami, że ustawienie na odpowiednie leczenie trwa niekiedy tygodniami lub miesiącami. Szkoda byłoby zepsuć dobrze dobrane leczenie odpowiednikami. I chociaż wiele osób nie odczuje różnicy w ich stosowaniu to jednak są również osoby takie, które efekty uboczne odczują – jeżeli lek będzie działał słabiej to choroba będzie się nasilać, jeżeli będzie działał silniej to tylko działania niepożądane wzrosną. Osoby leczące depresję czy mające kłopoty ze snem często narzekają, że lek nie działa tak jak powinien. Z drugiej strony, jest u nas w aptece kilka osób, które zawsze biorą leki najtańsze – nieważne czy jest to ta sama firma co ostatnio czy też nie. Jedna pani, po konsultacji z lekarzem, zmienia leki przeciwpadaczkowe swojej córce co dwa miesiące – za każdym razem jak zmienia się lista refundacyjna. Jeżeli na nowej liście pojawi się jakiś tańszy odpowiednik to bierze go bez wahania. Córka czuje się dobrze. Inny pan bierze dla swojej żony leki nasenne – zawsze interesuje go to, co mamy najtańszego na stanie. Żona śpi jak suseł, więc jak widać różnice nie zawsze są widoczne. Zawsze jednak namawiam, aby tego typu zamiany konsultować ze swoim lekarzem prowadzącym, bo niekiedy oszczędność paru złotych może mieć bardzo poważne skutki.

Nie lubię również zamieniać leków na astmę – i to z tego samego powodu, co leki neurologiczne. Część osób jednak kusi się na taką wymianę, bo nie ma co ukrywać – leki są coraz droższe i droższe. Jakiś czas temu na rynku pojawiły się dwa odpowiedniki jednego z najpopularniejszych leków przeciwastmatycznych - Seretide Dysku. Nazywają się Salmex oraz Asaris i na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym od drogiego oryginału. Propozycja kusząca, bo co wydać kilka groszy na dysk to nie to samo, co kilkadziesiąt złotych na opakowanie oryginału. Część osób wróciła jednak do pierwowzoru, narzekając na słabsze działanie preparatu odtwórczego. Są jednak osoby, które pozostały przy polskich odpowiednikach – jak widać jest to kwestia bardzo indywidualna.

Nie jestem również zwolenniczką zamieniania hormonów – ani tych stosowanych w leczeniu schorzeń tarczycy, ani antykoncepcyjnych. Powód? Znajdziemy w nich tak malutkie ilości substancji leczniczej (rzędu mikrogramów), że nawet wahania kilka procent w jedną lub drugą stronę mogą zrobić różnicę.

Krzywym okiem patrzę również na zamianę form o tzw. zmodyfikowanym uwalnianiu czy leków przeciwzakrzepowych. W szczególności te ostatnie są tak trudne do opanowania, że lepiej nie bawić się w zamienniki, w szczególności, że oscylują one w podobnych przedziałach cenowych, więc gra niekoniecznie jest warta świeczki.

pigulki_blogŹródło: amayzun / Foter.com / CC BY


Jeżeli masz się nie leczyć to lepiej weź odpowiednik!

Nie zamieniam bezkrytycznie wszystkich leków – nigdy tego nie ukrywałam i ukrywać nie będę. Jest jednak jedna sytuacja, kiedy jestem bardzo, ale to bardzo pro-odpowiednikowa. Powiedzmy sobie szczerze – jeżeli masz nie leczyć się w ogóle to już lepiej weź ten odpowiednik, choćby nie wiem jak bardzo różnił się od oryginału. Życie lubi płatać najróżniejsze figle, a my powoli wracamy farmaceutycznie do czasów komuny. Dlaczego? Bo wielu leków w aptekach po prostu nie ma. I wiecie, to nie jest taka sytuacja w stylu „Nie mamy tego na stanie, ściągniemy na popołudnie albo na jutro rano”. Nie, mówię o czymś takim, że leku nie ma i nie ma go skąd ściągnąć.

Swego czasu w białostockich aptekach nie było leku o nazwie Nebispesjest to jeden z popularniejszych leków stosowanych w terapii nadciśnienia tętniczego. Nie było go i koniec. Choćbym się krzyżem w hurtowni położyła nie miałam jak go zamówić. Podobna sytuacja była w pozostałych aptekach. Całe szczęście, Nebispes ma całkiem sporo odpowiedników, więc było czym się ratować w nagłych sytuacjach. Któregoś jednak razu moją aptekę odwiedził pan poszukujący tego preparatu dla swojej żony. I to od kilku dni. Standardowo, poinformowałam go, że preparat jest nieosiągalny, nie wiemy kiedy będziemy w stanie go sprowadzić i zaproponowaliśmy całą gamę odpowiedników. Okazało się jednak, że pan był wielkim przeciwnikiem generyków, a całość jeszcze doprawił lekarz prowadzący, który kategorycznie zabronił wymiany preparatu, bo po zamiennikach zdarzały się niewielkie wahania ciśnienia. Zadałam mu wtedy jedno pytanie: „A jakie Pana zdaniem ciśnienie będzie miała żona, jeżeli leku nie weźmie w ogóle?”. Wrócił na kolejny dzień, wziął odpowiednik. Kiedy preparat wrócił do hurtowni szybko wykupił starą wersję leku. Przyznał się wtedy, że żona może nie czuła się idealnie, ale było na pewno o wiele lepiej niż wtedy, kiedy uparcie nie brała leku w ogóle.

Jest jednak sytuacja, z którą spotykam się zdecydowanie częściej. Co zrobić jeżeli na zakupienie przepisanych leków po prostu nas nie stać? Ceny preparatów na receptę są najróżniejsze – są bezpłatne, są takie na które musimy wydać symboliczne, ryczałtowe 3,20. Częściej jednak ceny oscylują w granicach kilkudziesięciu złotych i okazuje się, że po jednej wizycie w aptece jesteśmy lżejsi dobrych kilkaset złotych. Wiele osób nie może sobie pozwolić na taki wydatek – ratują nas wówczas odpowiedniki. Zawsze więc będę powtarzać jedno – jeżeli masz nie leczyć się w ogóle, to weź zamiennik. Zawsze.


Praktyczne podejście do zamienników, czyli jak to jest w innych krajach

Dobra, wiemy już czym różnią się poszczególne zamienniki. Wiemy, jaki rozstrzał mogą mieć poszczególne leki i że substancje pomocnicze mogą być kompletnie różne. A wiecie o tym, że nie wszędzie robią z tego wielkie halo?

W wielu krajach na świecie obowiązuje system pisania nazw międzynarodowych. Innymi słowy nie wskazuje się konkretnego preparatu jakieś firmy (np. wałkowany od początku Amlopin), ale przepisuje się konkretny lek wraz z dawką (np. amlodypina 5mg), a apteka… wydaje to co ma na stanie. Od kolegi, który miał praktyki w zagranicznej aptece słyszałam historie o tym jak to na trzy miesiące leczenia wydawało się niekiedy trzy różne preparaty, trzech różnych producentów. Wspólna była jedynie dawka i substancja lecznicza. Można tak? Można. I jakoś wszyscy żyją. Może coś w tym jest?

Poza tym, wiecie, że preparat który używacie niekoniecznie jest lekiem oryginalnym? Jest to najczęściej zamiennik oryginału, który niekoniecznie jeszcze na rynku funkcjonuje. I jak? Może te odpowiedniki nie są takie złe?

Osobiście jestem wielką zwolenniczką zamienników. Mój mąż ma wymienione praktycznie wszystkie leki na ciśnienie jakie przyjmuje i zakładając oczywiście, że zażywa je regularnie (bo z tym bywa różnie) to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Odpowiedników używają również moi rodzice i nikt nie narzeka. Więc może warto powiedzieć, że skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? W szczególności, że nasza służba zdrowia również nie będzie narzekać – w końcu budżet NFZu z gumy nie jest. To jest już jednak temat na oddzielną dyskusję. A tymczasem pochwalcie się:

Jakie jest Wasze podejście do odpowiedników?

Zdjęcie główne: basheertome / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Facebook0Google+2Twitter0Email

2 komentarzy o: “Zamiennik, odpowiednik, generyk – co to jest? Porozmawiajmy przy kawie o lekach odtwórczych.

  1. Super komentarz,a wisienka na torcie w tym temacie. byloby wyjasnienie o co chodzi z lekami z importu równoległego:-)

    • Dzięki bardzo!
      Jeśli chodzi o leki z importu równoległego to planuję dla nich oddzielny w ogóle post. Wiedzę trzeba dawkować:) Także innym razem będzie, bo jak się rozpiszę to wyjdzie jeszcze drugi wpis z tego. Ale tematu na pewno nie pominę:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *